Maddaddam
Anotherland
Recenzje :

Kreator - Outcast

Kreator, Cause For Conflict, Frank Blackfire, Tommy Vetterli, Coroner, Outcast, Ventor, Mille Petroza

Parę istotnych zmian zaszło w Kreator od czasu „Cause For Conflict”. Po trzech płytach z zespołem pożegnał się Frank Blackfire, na którego miejsce pojawił się Tommy Vetterli, świeżo po swoim odejściu z Coroner. Najważniejsze jednak, że na „Outcast” wrócił Ventor. Po jednym albumie przerwy, drugi filar kapeli znów pojawił się na swoim miejscu. Nie zmieniła się natomiast linia programowa lat dziewięćdziesiątych. Kreator wciąż próbuje i eksperymentuje z różnym skutkiem.

 

Dwa pierwsze kawałki weszły do panteonu wielkich hitów zespołu. Może nie na sam ich szczyt, ale mieszczą się w szerokim gronie szlagierów. Szczególnie drugi „Phobia” jest wyjątkowo uderzający i był grany na koncertach jeszcze wiele lat później. „Leave This World Behind” zaś porywa efektownością połączenia melodyjnych wokaliz i żywych riffów z elektronicznymi dodatkami. Tych zresztą na „Outcast” pojawia się sporo w różnych miejscach. Nie są, na szczęście, zbyt nachalne, ale stanowią charakterystyczną cechę tła tego albumu. Można też do nich zaliczyć, na przykład, przesterowane głosy pod koniec „Whatever It May Take” – kolejnego przeboju z „Outcast”. Jest ich jeszcze kilka. Przede wszystkim „Stronger Than Before”, ale też „Enemy Unseen”, „Ruin Of Life” i „Against The Rest”. Nie jest to już ta wściekłość co kiedyś, zakradło się tu trochę ogłady, okrzesania i nowoczesności. Muzyka jest bardziej stateczna, nawet niż na „Cause For Conflict”, ale wciąż jest to Kreator. Jest siła w tych dźwiękach. Choć nie są wyjątkowo intensywne to mają moc przyciągania, są doskonale skomponowane i poukładane, mają duży potencjał instrumentalny i świetne wokalizy. No i co  najważniejsze, jest ich najwięcej.

Drugą grupą utworów na „Outcast” są te bardziej stonowane. Rozpoczyna je „Forever”, a następnie całkiem niezły „Nonconformist” i „Alive Again”. Tu emocje są mniejsze, a tempa średnie. Melodie trzymają poziom, ale głowy nie urywają  Jest OK., ale te kawałki nie wybijają się w żadną stronę.

Gorzej natomiast się robi kiedy zaczyna się „Black Sunrise”. Nie dość, że Mille próbuje słodko nam zaśpiewać, to jeszcze numer jest rozciągnięty i męczący. Ślamazarzy się w tych swoich powolnych wokalach i rozlazłych riffach. Psuje klimat i wprowadza niepotrzebną dysharmonię. Fragment instrumentalny, z solówką, w drugiej części, jest nieco lepszy, ale nie jest w stanie zmienić obrazu całości. Co gorsza takie, bardzo podobne, kawałki są tu w sumie trzy, bo jeszcze „Outcast” i „A Better Tomorrow”. Trzy takie z dupy zamulacze i oczywiście nie muszę chyba dodawać, że są to trzy najdłuższe pozycje na płycie, jedyne przekraczające cztery minuty.

Utworów na „Outcast” jest trzynaście. Gdyby było dziesięć, to by było lepiej. Kreator postanowił jednak namieszać i nagrał album różnorodny, z wielością aranżacji. I mimo pewnej dozy narzekań, jakich się tu dopuściłem, to całościowo ja jednak go lubię. W pamięci pozostają te żwawsze rytmy i chwytliwe wokale. No i w końcu to Kreator. Szacun zawsze się należy.

 

Tracklista:

01. Leave This World Behind
02. Phobia
03. Forever
04. Black Sunrise
05. Nonconformist
06. Enemy Unseen
07. Outcast
08. Stronger Than Before
09. Ruin Of Life
10. Whatever It May Take
11. Alive Again
12. Against The Rest
13. A Better Tomorrow

Wydawca: G.U.N. Records (1997)

Ocena szkolna: 5-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły