Enslaved - Vikingligr Veldi
Castle Party 2018
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Enslaved - Vikingligr Veldi

Enslaved, Vikingligr Veldi, Deathlike Silence Productions, Euronymous, Morbid Noizz Productions, black metal, Encyclopaedia Metallum

Debiutancki album Enslaved „Vikingligr Veldi” ukazał się w lutym 1994 roku, nakładem Deathlike Silence Productions Euronymousa, któremu zresztą jest on dedykowany. Niedługo później kasetę wypuścił polski Morbid Noizz Productions i przez długi czas były to jedyne wydania. Później oczywiście ukazało się wiele wznowień i reedycji.

 

Na kasecie Morbid Noizz tytuły utworów (z wyjątkiem ostatniego) i teksty do nich, są po angielsku, co jest przekłamaniem, gdyż w oryginale zdaje się, że występują tylko angielskie tłumaczenia. Naturalną koleją rzeczy można by domniemywać, że płyta jest po norwesku, ale Encyclopaedia Metallum podaje, że jest to język staroislandzki. Może właśnie dlatego są te tłumaczenia. Dowiedzieć się z nich można, że Enlslaved jest mocno osadzony w tematyce mitologicznej i starej vikingowskiej kulturze, z czego też zespół od początku był znany.

„Vikingligr Veldi” to z pewnością ekstremalny black metal, odznaczający się intensywnością, wściekłością i wrzaskliwością wokalu, ale nie trudno dopatrzeć się czegoś więcej w tej muzyce. Ma ona swojego ducha, który nadaje jej fantastycznego klimatu. Zbudowany jest on zarówno z partii klawiszowych, jak i gitarowych zwolnień, nadających monumentalności i dostojności utworom. Szczególnie widoczne jest to w instrumentalnym „Norvegr”, co znaczy po prostu Norwegia. Jest tu wolniej, znacznie bardziej majestatycznie. Dźwięki płyną spokojnie, dopieszczane melodią klawiszy i gitary akustycznej, ale oczywiście pełno tu mistycznej mgły i oparu mroku. Pod względem dodatków niesamowity jest trzeci „Midgards Elder”. Wykręcony muzycznie, z szalejącymi elektronicznymi podkładami. Prawdziwy wyczes, jednocześnie utrzymujący niszczącą moc i nieokiełznaną dzikość.

Bo „Vikingligr Veldi” to w większości nieprzekraczalna bariera dźwięku, huraganowe uderzenie, które dmie wichrem gitarowych riffów i perkusyjnych blastów. Jest w tym jednak ta epickość, jakaś niewidzialna nuta północnej magii i skandynawskiego folkloru. Świetnie obrazują to klawisze w „Lifandi Lif Undir Hari”. Są szybkie i zajadłe, zupełnie inne niż w dwóch przytoczonych wcześniej kawałkach, choć i tu występują również stanowiące tło podkłady. Na całej płycie cała ta warstwa klawiszowa idealnie współgra z gitarowymi pasażami tworząc muzykę natchnioną i mimo swojej surowości i srogości, po prostu piękną. W tym się można rozpływać, to jest poezja. Do tego numery są długie, prawie każdy przekracza dziesięć minut. Enslaved rozbudowuje swoje opowieści robiąc z nich prawdziwe mityczne epopeje.

Płytą „Vikingligr Veldi” Enlaved potwierdził solidność jaką zaprezentował na EPce „Hordanes Land”. Rozwinął się kompozycyjnie i aranżacyjnie, a przede wszystkim miał pomysł na siebie i swoją muzykę, od samego początku będąc zespołem twórczym i oryginalnym.

 

Tracklista:

01. Lifandi Lif Undir Hamri
02. Vetrarnótt
03. Midgards Elder
04. Heimdallr
05. Norvegr

Wydawca: Deathlike Silence Productions (1994)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły