Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Opowiadania :

Dzień

Nie wiadomo dlaczego ludzie odcięci od przeszłości tracą osobowość, nie wiadomo dlaczego w blasku marzeń urzeczywistnionych nagle gaśnie nadzieja. Pozostaje tylko czynnik zmierzający ku monotonii, jest wynikiem wszystkiego...
Moze Rimbaud sie nie mylil...
Jak ja to rozumiem w sposób, ktory opisałem, chociaż ogień wciąż kroczy za mną i czyni mnie niepokonanym...
Budzę się rano, cóż ten kolejny dzień mógłby mi dać? Gdyż zdecydowałem być tu dziś, w centrum świata samotnie najdalej, w najciemniejszym jego zakątku, na jego końcu, względne... Wracam do swych obowiązków, one budują mi dzień a nie przyszłość. Nie powinny być nawet bliskie odebrania mi czegoś co mógłbym zrobić. Będę żałował niegdyś, aczkolwiek to nie nastąpi do końca dnia... to jakby nigdy nie miało nadejść. Wykonując czynności życia codziennego bezmyślnie płynę autostradą ludzkości, mizernie uśmiechnięty, fałszywie syty, nie akceptując faktu przemijającego czasu... Zbliża się czas posiłku i końca tej części świata, napawam się radością, powoli. Przełom, w którym w tym dniu otworzę oczy i zacznę żyć.

Nadszedł...
Wracam do siebie, otwieram oczy, otwieram skrzydła. A gdy nadejdzie mrok będę lśnił wśród tłumów, jednostka. Gdy nadejdzie półmrok, wtedy podniosę stary miecz. Uzbroję się w cynizm, arogancję i prawdomówność, a pewność swojej racji poprę logiką i ostrzem swojego miecza. Z drugiej strony czekają ci, którzy nigdy się nie budzą, którzy wyprowadzeni ze swoich obłudnych codziennych gier, stali się nierozłączną częścią całego systemu, zniszczenie ciebie stało się częścią ich normalności – powinnością. Determinacja ma nie zna granic, wiec czuję siłę, która z kolei wypycha resztki strachu wraz z burzą bicia serca. Jedynie zgubny upór mógłby zgasić mój płomień. Gdzieś na dnie tkwi świadomość, iż ten okręt musi dalej trwać... nawet jeśli płynie donikąd. Zbliża się sen, cóż pocznę, gdy nie osiągnę swego celu? Mam ogień, wilczy wzrok i ostre kły... jeśli końcem życia nienawiść, jeśli celem śmierć, mój miecz będzie w dłoni mej nawet jeśli będę tylko skałą na oczach ludzi, przykładem...

Nadszedł...
Wracam do siebie, otwieram oczy, spuszczam głowę. Nadchodzi kolejne rozczarowanie widoczne w innym świetle. Od lat każdy dzień, widzę przeszłość – nie widzę tego co powinienem, wśród klątw. Wśród wilków i hien, wśród obłudy nie daje rady dźwignąć toporu. Gdy zaklęcia już nie działają, gdy głupota i normalność przytłacza cały mistycyzm istoty. A wiec myślę, iż to nie ja, gdy tylko uświadomię sobie, że nie śnię... Co jeśli wstanę z publiki? Pewnie odejdę z tłumu, który w dzień żyje, a w nocy śpi, część tysięczna nie pasuje do zegara... A co jeśli nie zamknę oczu w nocy? Wtedy Ty się o tym dowiesz... jak teraz...

I noc się skończy, zasypiam w bezsilnej próbie, nadzieja ginie a magia słabnie... Tu zawsze brzmiało echo mojego ja, potem cisza.


Zgasł...
A gdy słabnę w duchu walki, bezsilnego potępienia, mojego słowa i echa wracającego od okręgu, który zaciska się z dnia na dzień. Kto zwycięży - ja czy oni, ja czy ja... Zadawając sobie pytania, sam sobie na nie odpowiadam, gdyż zawsze uzyskuję inne odpowiedzi niż bym pytał tłumu. Kim jestem w dzień, kim w nocy? Moja słabość, dawny ogień, milczenie i ironia... Wracam, zamknięty w czterech ścianach rozważam: a co jeśli? Dlaczego zło i ogień daje mi jeden dzień aby wyjść. Rozważam, gdyż starałem się dziś mieczem przebić okrąg, siłą woli pokonać ich. Nie ze śmiercią walczę, gdyż to ona nadaje kształt staremu ostrzu, które trzymam i ona zadecyduje, który z bogów straci swą nieśmiertelność od niego.

A wtedy powie - śpij... tak oto krąg się zamyka by móc rozpocząć się na nowo...
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły