Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Vanden Plas - The Seraphic Clockwork

Vanden Plas to jeden z tych zespołów, po których mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać. Ktoś powie, że to słabość, że artysta powinien eksperymentować, ewoluować i zaskakiwać. Ale wierna swojemu stylowi kapela z Kaiserslautern pokazuje, że także w ramach jednej stylistyki można zręcznie wymykać się schematom. Udowadnia też najwyższej klasy dziełami, że ich postawa jest artystycznie uzasadniona i co więcej - jest sukcesem.

Najnowsze dzieło niemieckiej grupy „The Seraphic Clockwork” to album koncepcyjny. Usłyszymy na nim precyzyjnie skonstruowaną historię o rzymskim budowniczym zegarów, który wiedziony biblijnym proroctwem przenosi się do Jerozolimy z roku 33. Muzycy odnajdują się w tej formie, narracja prowadzona jest nienagannie - daje tu znać o sobie ich doświadczenie w układaniu musicali. Artyści bowiem w przerwach miedzy nagrywaniem płyt i koncertowaniem, znajdują czas na pracę w teatrze. Tam, nie tylko aranżują i wystawiają klasykę rock opery jak „Jesus Christ Superstar”  czy „The Rocky Horror Show”, ale komponują też własne dzieła. Przykładem tego jest przedstawienie „Abydos”, którego libretto oparte jest na wydanym w 2004 roku solowym albumie wokalisty zespołu. Na sceniczne deski przenieśli również swój, nawiązujący do powieści Dumasa „Hrabia Monte Christo”, album „Christ 0”, a także brali udział w metal-operowym projekcie „Miss Mercuria”.
Jest więc w „The Seraphic Clockwork” adekwatna do stylistyki i jak najbardziej usprawiedliwiona dawka operowego patosu. Ważna rolę dla tego efektu pełni prowadzona z rozmachem orkiestracja, wielu utworom towarzyszą symfoniczne wstawki - choćby wspaniały wstęp w utworze „Quicksilver”. Często słychać też chór i żeński backing vocal. Ta symfoniczna przestrzeń przywołuje wspomnienia z przesłuchań najlepszych płyt Queensryche, a musicalowe zacięcie przypomina dzieła kapeli Savatage. Widać, że Niemcy stali się w tej dziedzinie ekspertami rzadkiej próby. Ale przy tym Vanden Plas jak zawsze zachwyca heavymetalową melodyjnością niczym u Iron Maiden, stąd nie brakuje na krążku wyrazistych hitów takich jak przebojowe „Holes in the Sky”.
Jak przystało na zespół prog-metalowy, VP inspiruje się także dokonaniami gigantów gatunku - Dream Theater. Otwierający płytę rewelacyjny kawałek „Frequency” z dynamicznymi  przejściówkami i „łamańcami” z powodzeniem mógłby znaleźć się na słynnym „Awake” Teatru Marzeń. Zwłaszcza ze swoją kapitalną gitarową solówką. Nie uświadczymy w niej jednak szaleńczej brawury. Grający na tym instrumencie Stephan Lill kilkoma partiami sugeruje, że owszem – jest w stanie zagrać wszystko, w każdej skali i prędkości, ale daje też do zrozumienia, że przecież nie o w tym wszystkim chodzi. Całość więc momentami brzmi klasycznie, subtelnie, w stylu Fates Warning.
Płyta zaskakuje pomysłami, rozwiązaniami melodycznymi, swobodą i przestrzenią, a przy tym precyzją. Nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z artystami dojrzałymi, świadomymi swoich atutów i celów. Kapitalne są dopracowane linie wokalne Kuntza. Wokalista budzi podziw barwą i techniką, a także ogromnym ładunkiem emocji w jaki zaopatrza każdą wyśpiewywaną przez siebie frazę. Nie gorzej prezentują się także pozostali muzycy, zwłaszcza Günter Werno, który partiami klawiszowymi z dużym wyczuciem uszlachetnia kompozycje - słychać to wyraźnie chociażby w „Scar of an Angel”. Zespół doskonale radzi sobie zarówno z agresywnym technicznym graniem, jak i efektownymi wyciszeniami czy lirycznymi fragmentami pełnymi melancholii jak u brytyjskiego Threshold. Czuć w tej muzyce entuzjazm, pasje i inwencje.
Prawdziwym ukoronowaniem płyty są dwa ostanie utwory. Pierwszy z nich, to prawie 13-minutowy „On My Way To Jerusalem”, w którym zawiera się wszystko, co na tym albumie najlepsze. Muzycy z wirtuozerią zmieniają tempo, rytm, nastrój, motywy, ani na chwilę nie gubiąc melodyjności. A już ostatni bonusowy, niezwiązany z „fabułą” krążka, nagrany na żywo, kawałek „Eleyson”, to prawdziwy majstersztyk aranżacyjny, kompozycyjny i wokalny. Stanowi godne zakończenie tego znakomitego wydawnictwa.
Ocena: 9/10
Tracklista:
01. Frequency 02. Holes in the Sky03. Scar of an Angel04. Sound of Blood05. The Final Murder06. Quicksilver07. Rush of Silence08. On My Way to Jerusalem09. Eleyson (Bonus Track)
Wydawca: Frontiers Records (2010)
Komentarze
Harlequin : Myślałem, że może teraz przekonam sie do Vanden Plas, bo jakoś ni...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły