Wiedziałem, że
Nile nie wyłamie się z obranej wcześniej konwencji i nie nagra czegoś zaskakującego. To byłoby samobójstwo dla zespołu. Dlatego Sanders i spółka zrobili najmądrzejszą rzecz jaką mogli zrobić - postanowili eksplorować wypracowany przez lata styl i nagrać 10 deathmetalowych kawałków, które nie będą powielały błędów z poprzednich płyt. W moim odczuciu zadanie zostało wykonane w stu procentach. Jakie jest więc "
Those Whom The Gods Detest" Przede wszystkim jest fantastycznie wyprodukowane - zaryzykuję stwierdzeniem, że nie słyszałem jeszcze płyty o tak krystalicznym brzmieniu. Neil Kernon mocno się przyłożył, gdyż każdy dźwięk na tej płycie jest selektywny, a zarazem wydobywa z instrumentów całe potrzebne mięcho. Od strony muzycznej o rewolucji mowy być nie może -
Nile dalej trzaska brutalny
death metal polany tym razem klimatami bardziej bliskowschodnimi niż egipskimi. Zaszło jednak kilka drobnych zmian, które dają podstawę do innego spojrzenia na ten krążek.
Przede wszystkim Sanders, Toler-Wade i Kollias zrezygnowali nieco z brutalności i ciężaru na rzecz bardziej technicznego i wyrafinowanego niż dotychczas łojenia. Zdecydowali się także odrobinę uprościć swoje utwory i uczynić je mniej intensywnymi, aby stworzyć sobie więcej przestrzeni na urozmaicenia. Efekt? Dostaliśmy płytę szalenie spontaniczną, na której słychać pasję, oraz trzech wirtuozów, którzy jak nigdy uzupełniają się, wygrywając pełne fantazji dźwięki w przeróżnych tempach. Najważniejsze jest jednak to, że ta cała instrumentalna żonglerka podparta jest nie tylko świetnie zgranymi i rozumiejącymi się muzykami, ale i pomysłami, które zapadają w pamięć i są najwyższej próby.
Muzycy postanowili także zrezygnować z przesadnej symfoniczności i wykorzystywania szeregu dziwacznych instrumentów. Zamiast tego, cały monument tego albumu został uzyskany głównie poprzez zmiany tempa, szereg harmonii gitarowych i innego nieco niż dotychczas podejścia do partii wokalnych. Zapewne wielbiciele "In Their Darkened Shrines" będą kręcić nosem, ale dzięki temu zabiegowi "
Those Whom The Gods Detest" ma w sobie sporo dramaturgii.
Niestety - nowy album
Nile, nie stanie się nigdy metalowym klasykiem, choćby był nie wiem jak dużo lepszy niż jest w rzeczywistości. Problem jest tej natury, że Sanders i spółka już dawno zdefiniowali swój styl i już dawno wprowadzili swoje novum do gatunku. "
Those Whom The Gods Detest" nie ma w sobie tego pierwiastka odkrywczości i dlatego nie będzie nigdy wymieniane obok "In Their Darkened Shrines" jako album reprezentatywny dla zespołu. Z drugiej jednak strony trio nagrało swój najlepszy technicznie, najbardziej spójny kompozycyjnie, najlepszy brzmieniowo i chyba najbardziej spontaniczny materiał. Ze swojej strony, jako miłośnika technicznego
death metalu mogę tylko dodać, że ten album w swojej kategorii jest bezbłędny i naprawdę warto poświęcić mu kilka odsłuchów, zanim się pochopnie stwierdzi, że jest to zgrabna kompilacja pomysłów z trzech ostatnich płyt.
Tracklista:
01. Kafir!
02. Hittite Dung Incantation
03. Utterances of the Crawling Dead
04.
Those Whom the Gods Detest05. 4th Arra of Dagon
06. Permitting the Noble Dead to Descend to the Underworld
07. Yezd Desert Ghul Ritual in the Abandoned Towers of Silence
08. Kem Khefa Kheshef
09. The Eye of Ra
10.Iskander D'hul Karnon
Wydawca: Nuclear Blast (2009)