Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Opowiadania :

Dziesięć minut

Swoje pierwsze "dziesięć minut" sprzedałem równo rok temu. Pamiętam to, jakby wydarzyło się dziś - grudniowy dzień, tuż przed Wigilią. Stałem wtedy w kolejce po karpia, (bo w naszym domu na świątecznym stole musiał być karp w szarym sosie), kiedy podszedł do mnie on - kupiec czasu. Nie wyróżniał się niczym specjalnym - miły, uśmiechnięty staruszek w szarym palcie, kraciastym szaliku, z torbą na zakupy w ręku. Stanął za mną w kolejce (a długa była straszliwie, jak to przed świętami) i jakoś tak zagadaliśmy do siebie. W zasadzie to on zaczął:

- Co roku to samo, powiedział, - ileż to czasu człowiek w kolejce spędza...

- Mmmmm, odmruknąłem, bo miał dziadzina rację - nienawidziłem stania w kolejkach, a już przed świętami to najbardziej. Nic przyjemnego w wyniku takiego stania raczej się nie dzieje – tyle że człowiek marznie i zaczyna mu kapać z nosa.

- A wie pan, ciągnął dalej dziadek, - że te wszystkie nieprzyjemności kolejkowe można łatwo ominąć? Wystarczy sprzedać czas...

Popatrzyłem na starucha jak na wariata - też sobie wymyślił, sprzedać czas! Już chciałem odburknąć coś nieprzyjemnego, ale popatrzyłem na niego i żal mi się zrobiło - taki miły dziadek, a że klepki ma nie w porządku - nie jego wina. Krzywdy nikomu przecież nie robi.

- Widzę, że pan mi nie wierzy, - ciągnął mój kolejkowy towarzysz, niezrażony grymasem na mojej gębie i milczeniem - Jeśli pan chce to mogę pokazać o co mi chodzi.

- Co mi tam, pomyślałem sobie, a głośno powiedziałem: - Czemu nie, możemy spróbować.

- Niech więc, na dobry początek, sprzeda mi pan dziesięć minut - zapłacę panu dziesięć złotych.

Zgodziłem się. Przez chwilę wydawało mi się, że nic się nie stało, ale nagle doszło do mnie, że nie stoję już na końcu kolejki, ale w jej środku. Staruszek uśmiechał się promiennie.

- Wie pan, zagadnąłem, - A może kupiłby pan ode mnie jeszcze dziesięć minut. Ja naprawdę nie lubię stania w kolejkach!

- Z przyjemnością, odpowiedział dziadek, i wnet kolejne dziesięć złotych trafiło do mojej kieszeni, a ja znalazłem się przy okienku sklepu rybnego, gdzie w ekspresowym tempie nabyłem tłustego karpia.

* * *

Do domu wracałem w towarzystwie dziadka, który, jak się okazało, mieszkał w pobliżu. W drodze próbowałem wypytać go, w jaki sposób jest w stanie zapanować nad czasem - próbował mi wytłumaczyć, ale go nie zrozumiałem. Rozstając się z tajemniczym staruszkiem wziąłem od niego numer telefonu - okazało się bowiem, że facet skupuje także czas telefonicznie. To było niesamowite - dzięki znajomości z nim mogłem oszczędzić sobie nudnych minut podczas spotkań zarządu, omijać kłótnie z rodziną, po prostu - żyć pełnią szczęścia.

Na początku sprzedawanie czasu bardzo mi się podobało - nie wyobrażacie sobie jak niesamowicie jest być człowiekiem, który nigdy nie stoi w korku i w kolejce, nie nudzi się, kiedy nie ma nic do roboty, no i zawsze ma przy sobie jakieś zaskórniaki - za każdą minutę staruszek płacił złotówkę. Najzabawniejsze było to, że czas mogłem sprzedawać nawet będąc za granicą - wtedy moja gaża naliczała się w euro, dolarach, bądź innej, miejscowej walucie.

Jak już wspomniałem - na początku sprzedawanie czasu bardzo mi się podobało i wciągało coraz bardziej - tu pięć minut, tu dziesięć, tam pół godziny, a gdzie indziej dwie. Pewnego razu sprzedałem nawet cały dzień - podróżowałem wtedy pociągiem z Warszawy do Odessy, i nie zauważyłem nawet jak zleciał mi przejazd. Ta zabawa trwała cały rok - więc możecie sobie wyobrazić ile czasu przepuściłem przez palce!

Ostatnio zacząłem się jednak zastanawiać, czy dobrze robię. Nie wiemy przecież ile nam dano, może zaprzepaściłem najpiękniejsze minuty swojego istnienia? Być może, w momentach, które sprzedałem dziadkowi, miało się wydarzyć coś ciekawego i niesamowitego, być może zrobiłem błąd. Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym gorzej się czuję.

Aby przerwać ten stan, postanowiłem spotkać się z kupcem czasu i porozmawiać z nim o odzyskaniu wszystkiego co sprzedałem. Nie mam pojęcia czy to możliwe, ale jak to mówią – „do odważnych świat należy”, więc zamiast biernie czekać muszę spróbować. Podjąłem już sporą kwotę z banku, chyba wystarczy.
Komentarze
amorphous : A ja juz wiem. Bylo to słuchowisko radiowe na podstawie powieści Mi...
Stary_Zgred : No proszę - i ja pamiętam, ale przypomniało mi się dopiero kiedy o tym n...
Semjan : Jeśli pytasz czy ktoś pamięta...te w/w audycje, to ja się pod nimi podpi...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły