Stopień zaawansowanie utworów jest tu jeszcze
większe. Muzycy żonglują tempami i strukturami, atakując
słuchacza miliardem riffów, tysiącem blastów i jazzujących przejść i
tonami decybeli pojawiającymi się w zwolnieniach. Dualizm wokalny,
który pojawił się na poprzedniej płycie jest tutaj jeszcze bardziej
widoczny i nawet jeśli wokale są kompletnie nieczytelne to mamy dzięki
temu małe urozmaicenie. Poszczególne kompozycje są jeszcze bardziej
wyraziste i charakterystyczne niż to było do tej pory. W dalszym ciągu
zespół wykazuje spore poczucie humoru, czego dowodem może być utwór "Black Metal Sabbath", w którym mamy doskonałą parodię Marduk, lub
miniaturka "Cannabism" będąca pastiszem muzyki latynoskiej. Cały jednak
czas obcujemy z monstrualną biegłością instrumentalną.
Są
jednak dwa elementy, które działają na niekorzyść zespołu. Pierwszą,
poważniejszą z nich jest fakt, że próżno tu szukać melodii czy
jakichkolwiek chwytliwych harmonii. Drugą jest surowość brzmienia i
puste brzmienie werbla. Nadaje to muzyce bardzo odlschoolowego
charakteru, ale z drugiej strony myślę, że o wiele lepiej brzmiałby ten
materiał, gdyby brzmienie było mniej surowe.
Dzięki "Lucie
Interval"
Cephalic Carnage udowodnił, że włączył siebie do grona
najlepszych instrumentalnie zespołów stąpających po padole. Pokazał
także, że jest to ekipa całkiem niezłych kompozytorów. Może nie jest to
materiał genialny czy szalenie urozmaicony stylistycznie, ale poziom tu
zaprezentowany na pewno karze zaliczyć tę formację do czołówki death
metalu i grindcore.
Tracklista:
01. Scolopendra Cingulata
02. Fortuitous Oddity
03. Anthro-Emesis
04. The Isle Of California
05. Pseudo
06. Friend Of Mine
07. Rebellion
08. Zumo Gyakusastsu
09. Black Metal Sabbath
10. Cannabism
11.
Lucid Interval12. Misguided
13. Redundant
14. Arsonist Savior
Wydawca: Relapse Records (2002)