Nie ukrywajmy - "
Misled By Certainty" w dużej mierze jest kontynuacją tej ścieżki, więc jeśli ktoś spodziewa się szaleństwa na miarę "Lucid Interval" czy "Conforming The Abnormality" może poczuć się rozczarowany. Rzeczywiście kwintetowi z Colorado musiało skończyć się zioło, bo "
Misled By Certainty" to twór szalenie przemyślany, a zarazem wciąż bardzo techniczny.
Muzycy po raz kolejny dowodzą, że nie chcą już upychać miliarda riffów do jednego utworu. Wszystkie kompozycje tu zawarte mają wyraźne fundamenty oparte na chwytliwych dźwiękach. Oczywiście grupa nie zapomniała jak należy uprawiać techniczny łomot, a tego tutaj nie brakuje. Pomimo tego wszystkie te ozdobniki zostały oprawione w takie struktury, które są przyjazne dla słuchacza - niezależnie czy są to krótkie perełki z stylu "Pure Horses" czy dłuższe formy jak "Repangaea".
Warto przy okazji podkreślić, że w zasadzie całe "
Misled By Certainty" jest tworem o wiele bardziej wyrazistym i zapadającym w pamięć niż którakolwiek z dotychczasowych płyt
Cephalic Carnage. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie jedna rzecz, która mnie nie pokoi. Czy w tym całym dążeniu do bycia poukładanym muzycy
Cephalic Carnage nie zatracają trochę własnego "ja" i nie upodobniają się do szeregu innych kapel parających się technicznym
deathgrindem z elementami deathcoru.
Zdecydowanie jest to album wart polecenia, gdyż jakość utworów i ich wykonanie zasługuje na bardzo wysokie noty. Śmiem jednak twierdzić, ze w żaden sposób nie jest to materiał rewolucyjny, który mógłby być wyznacznikiem czegoś nowego, dlatego też nie wróżę mu zapisania się w kanon gatunku.
Tracklista:
1. The Incorrigible Flame
2. Warbots A.M.
3. Abraxas of Filth
4. Pure Horses
5. Cordyceps Humanis
6. Raped by an Orb
7. P.G.A.D.
8. Dimensional Modulation Transmography
9. Ohrwurm
10. When I Arrive
11. Power and Force
12. A King and a Thief
13. Repangaea
14. Aeyeuchg!
Wydaywca: Relapse (2010)