Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Opowiadania :

wygnanie na ziemię part 3

ROZDZIAŁ II

W Świątyni

Siedzieli w Świątyni. On w fotelu głównym a Artur w swoim. Każdy z nich był z litego drewna i pokryty płaskorzeźbami. Niektóre z nich przedstawiały magiczne znaki inne formuły zaklęć jeszcze inne postacie i obrazy jakichś wydarzeń. Wszystkie były nieopisanie stare i emanowały siłą magiczną. Od chwili jak przyszedł nie zamienili jeszcze ani słowa. Kiedy Artur stanął przed drzwiami one same, jak zawsze, otworzyły się a za nimi On już czekał na niego. Zawsze była z nim przynajmniej jedna z jego dwóch towarzyszek ale tym razem był sam a jego oblicze skupione i bez wyrazu jakichkolwiek emocji teraz zdradzało ślady zmartwienia. Gestem pokazał mu gdzie się udać. Artur nie był zaskoczony, że spotkanie odbędzie się w miejscu chronionym. On tymczasem poprowadził go do piwnicy gdzie była urządzona Świątynia. Siedzieli teraz w zadumie. Artur czekał aż On pierwszy zabierze głos. Taki mieli wewnętrzny zwyczaj. Mistrz siedział na swoim stanowisku wyprostowany i wpatrzony gdzieś w dal jak zawsze sprawiał wrażenie nieobecnego. Natomiast Artur pochylił się do przodu i oparł głowę na rękach wspartych na kolanach. Od nowa analizował całe zajście. Teraz był już trochę spokojniejszy ale nadal nie mógł powstrzymać drżenia rąk.

Wreszcie On skierował wzrok na Artura, który błyskawicznie wyczuł zmianę w otoczeniu. Ich spojrzenia spotkały się.

- Z czym do mnie przychodzisz?-

- Myślę mistrzu, że wiesz. -

- Wiem i nie wiem. Poczułem zaburzenia w równowadze sił i poczułem twój strach ale nie wiem co widziałeś chociaż mogę się paru rzeczy domyślać. Chciałbym to usłyszeć od Ciebie-

Jego głos był jak zawsze cichy. Od początku znajomości z nim, dziwili się jak to jest możliwe. On prawie szepcze a oni rozumieją wyraźnie każde słowo. W dodatku wypowiedzi są tak formułowane, że nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do swoich treści i znaczeń.

- Miałem sen ... –

Artur szczegółowo zrelacjonował przebieg widzianych zdarzeń łącznie z opisem odczuć własnych i tego co do niego dotarło. Kiedy skończył znów zapadła cisza. Nie trwała jednak zbyt długo.

- Co o tym myślisz? – zapytał Artura.

- Boję się. -

- To jest naturalne.

– patrzył Arturowi w oczy i powoli mówił-

Każdy powinien się bać. Należy jednak znaleźć w sobie siłę aby odsunąć lęki ponieważ ograniczają swobodę myśli i decyzji. Nie czuj się gorszy i nie pozwól aby strach tobą kierował. Pytałem jednak o to co myślisz a nie czujesz-

W tonie Jego głosu nie było nic co mogłoby obrazić lub uprzedzić Artura jednak ten potraktował to jak upomnienie i szybko odpowiedział-

- Traktuję to jak przepowiednię.-

- Mchmm – z akceptacją mruknął Mistrz, znów patrzył gdzieś w przestrzeń ale mówił dalej.

- Przepowiednia Arturze ma bardzo wiele odniesień, czy spróbujesz to rozwinąć.-

- Nie Mistrzu. Właśnie tak to odbieram. To nie było widzenie spraw aktualnych. Nie miałem odczucia czasu ale nic takiego się jeszcze nie wydarzyło. Ja również brałem w tym udział więc to nie dzieje się w czasie teraźniejszym. Jestem przekonany, że to był przejaw jasnowidzenia.-

- Tak. Zapewne masz rację. Jednak co z tym faktem zrobimy dalej? Czy były jakieś wskazania? -

- Nie. Tylko samo zdarzenie. Żadnych punktów odniesienia co do czasu zdarzeń, przyczyn czy skutków. Jedynie koniec, który zdarzył się tutaj sugeruje nadchodzącą naszą śmierć. Nie liczą Darka w samolocie . Wszystko to było bardzo sugestywne...-

- Dobrze. Skoro nie mamy żadnych odnośników jedyne co możemy robić to czekać i być ostrożnym w działaniu. Większość widzeń to tylko możliwe alternatywne przebiegi wydarzeń. Nic nie jest zapisane. Ludzie dysponują wolną wolą a przepowiednie powinno się traktować jako wskazówki lub przestrogi a nie jak pewniki...- Przerwał jakby w połowie wypowiedzi ale nie musiał mówić nic więcej. Jak zawsze ściśle wypowiedział to co miał na myśli bez dodawania własnych wniosków. Tak właśnie działał nic im nie narzucał. Do wszystkiego musieli dochodzić sami.

Zapadła cisza.

Artur jakby na coś czekał wreszcie zdobył się na wypowiedź:

- Mistrzu. Darek jest w San Francisco. -

Skurczył się w sobie jakby wystraszony własną śmiałością.

- Tak. Wiem ale nie mogę się z nim skontaktować. Pod adresem, który mieliśmy podany jako kontaktowy nikt nie mieszka. Zanim przyszedłeś sprawdziłem to przez tamtejszą policję. Jak wiesz to inny kraj i inne przepisy a to wszystko wymaga czasu. Mam nadzieję, że tego jeszcze trochę mamy.-

- Co robimy?-

Spytał niepewnie Artur

- Skoro nic nie możemy przeciwdziałać to jedyne co możemy robić to czekać. -

- A reszta grupy? -

- Na razie nic im nie powiemy. Nie mogą pomóc choć na pewno by chcieli i będą się niepokoić. Lepszy będzie z nich pożytek gdy będą spokojni.-

Przerwał na moment. Rozłożył ręce potem złożył razem tak, że tylko czubki palców się dotykały. Popatrzył na Artura i jakby podjął jakąś decyzję-

- Cóż to chyba wszystko.-

Artur zebrał się w sobie i wstał. Był trochę zawiedziony. Oczekiwał jakichś konkretnych działań a tu nic, tylko czekać. Chociaż właściwie On miał rację nie było żadnych wskazówek co i jak mają robić. Wziął trochę głębszy wdech, lekko odetchnął i skierował się do wyjścia.

- Arturze.-

dogonił go głos Mistrza

- Tak?-

Artur zatrzymał się i odwrócił.

- Poradzisz sobie?-

- Tak, chyba tak.-

- Możesz nie przychodzić przez kilka dni. -

- Myślę, że byłoby to najgorsze możliwe wyjście. Będę przychodził. -

- Rozumiem. -

On skinął głową na znak pożegnania. Artur oddał gest i wyszedł. Mimo wszystko odzyskał trochę spokoju.

On jak zawsze był czujny.

***



Więcej Komentarz