Castle Party 2018
Paradoks
Recenzje :

Type O Negative - The Origin Of The Feces (Not Live At Brighton Bridge)

Type O Negative, The Origin Of The Feaces (Not Live At Brighton Bridge), Peter Steele, Billy Roberts

A więc skąd pochodzi kał? Kał pochodzi z d… A zresztą zobaczcie sami. Oczywiście jeżeli macie pierwsze wydanie drugiej płyty Type O Negative „The Origin Of The Feces (Not Live At Brighton Bridge)”, takie z 1992 roku. Ja się załapałem, więc z okładki wita mnie rozdziawiony odbyt Petera Steele’a, a w środku efekt jego pracy oraz efekty pracy odbytów pozostałych członków zespołu, umieszczone wprost na zdjęciach ich twarzy. Jeżeli macie wydania od 1994 roku wzwyż to okładka będzie już zupełnie inna, przedstawiająca średniowieczny taniec śmierci. Czy są stolce w środku, tego nie wiem. Nie wiem też czy to wielka strata jakby ich nie było, ale to już co kto lubi.

No dobrze, to tyle o kupie, bo na okładce i tytule ten temat na szczęście się kończy. Przejdźmy więc do jego drugiego członu, tego w nawiasie. Otóż płyta stylizowana jest na koncertową, choć wszelkie odgłosy tłumu, rozmowy Petera z publicznością i okrzyki kierowane w jej stronę, nagrane zostały w studio. Jeżeli jednak ktoś myśli, że zespół w ten sposób chciał dodać sobie splendoru, to będzie w dużym błędzie. Otóż tłum niby zebrany pod sceną bezustannie gwiżdże, wyzywa i wyraża swoje niezadowolenie. Na skandowanie „Fuck you!” Peter odpowiada „Fuck you too”, poza tym prosi o spokój i mówi, że jak się komuś nie podoba to przecież nie musi słuchać tylko może wyjść. Jedyne oklaski i wrzaski radości podnoszą się, gdy Peter ogłasza, że ma dobrą wiadomość, bo będzie ostatni numer. A dzieje się to oczywiście nie przed ostatnim kawałkiem, tylko trzy przed końcem. W Type O Negative nic przecież nie mogło być normalnie.

Zupełnie niewymiarowa jest również tracklista. Pierwszy „I Know You’re Fuckin Someone Else” trwa piętnaście minut i jest przerwany na komentarze do widowni i mruczenie a capella. Są w nim wolne i duszne fragmenty, ale dużo tu też punkowego niechlujstwa i wigoru. Kontrasty występują naprzemiennie, są damskie jęki, atmosfera miesza się z łupaniną, a z pomiędzy tego wyłania się melodyjny i skoczny refren. Gitary są nastrojone bardzo nisko tworząc specyficzny klimat, którego nie przestrzegają ostre solówki. Miszmasz jest totalny i to właśnie jest cały Type O Negative ujęty w tym jednym, długim kawałku.

Kolejne numery trzymają się tej konwencji, choć są już znacznie krótsze i mniej poplątane. Zachęcający do samobójstwa „Are You Afraid” również zaczyna się spokojnie, aby rozwinąć się do mocnych i zdecydowanych dźwięków i bez żadnej widocznej granicy, połączyć z mającym drugi najbardziej śpiewny refren i chwytliwą melodię „Gravity”. „Kill You Tonight” według tracklisty powtórzony jest dwa razy, choć jego druga odsłona, pod względem muzycznym, oczywiście nie ma nic wspólnego z pierwszą. Jako teksty natomiast stanowią pewną całość z będącym między nimi coverem Billy’ego Robertsa „Hey Joe”, tutaj zatytułowanym „Hey Pete”. Jakby ktoś miał kiedyś ochotę na zabicie żony to tutaj może poszukać inspiracji. Fakt, że ta puszczała się z całym miastem, więc w sumie co racja to racja.

W ogóle dużo tu tej śmierci, także w znów naprzemiennie mocno punkowym i wolno-klimatycznym „Pain”. Type O Negative miesza wszystko w wiadrze i w tych nieprzychylnych warunkach kreuje swój styl, będąc kompletnie nieszablonowym i zupełnie nieprzewidywalnym. Moim zdaniem muzycznie to jeszcze nie jest to na co stać było ten zespół i błyszczą raczej tylko fragmenty, ale płyta na pewno nadrabia pomysłowością, niekonwencjonalnością i wartkością akcji. Coś zupełnie zwariowanego.

Tracklista:

1. I Know You're Fucking Someone Else
2. Are You Afraid
3. Gravity
4. Pain
5. Kill You Tonight
6. Hey Pete (Billy Roberts cover)
7. Kill You Tonight (Reprise)

Wydawca: Roadracer Records (1992)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły