Wracać wciąż do domu Le Guin
Zadra
Recenzje :

Katatonia - Discouraged Ones

Discouraged Ones, Katatonia

„Discouraged Ones” to trzecia i zarazem przełomowa płyta Katatonia. To tutaj zespół dokonał duchowej odmiany i postanowił całkowicie złagodnieć, zostawiając za sobą brudną w brzmieniu i wokalu przeszłość, na rzecz błogości i depresyjnego piękna. Jak zwykle w takich przypadkach jednych to urzekło, innych odrzuciło.

To, co jest charakterystyczne w „Discouraged Ones” to całkowity spokój. Płyta jest oceanem smutku i kojącej nostalgii, porywanej niekiedy umiarkowanymi, lecz zdecydowanymi pływami gitarowymi. Rozwijają się one nieśpiesznie, ale potrafią porwać swoim nurtem, jak w pełnym śmiertelnej żywotności „Deadhouse”, czy pustej tęsknoty „Cold Ways”. Granie jest bowiem bardzo emocjonalne. Nie rozkręca się nigdy do szybszych i mocniejszych riffów, a mimo to unosi jakby na falach i dryfuje wraz z zimnym prądem. Ostrzejszy, jak na te warunki, „Nerve” też się rozpływa i rozmazuje we wzruszającym lamencie. Pod koniec „Distrust” nagle wyłania się solówka, poparta perkusyjnym biciem. Są pewne akcenty, zalążki szybko wracające do dominującej atmosfery. Coś jest w tych utworach, że otaczają człowieka niepozornie, wydawałoby się nawet, że niemrawo, a jednak otaczają. Można się przy nich rozluźnić, wyłączyć i wcale nie chcieć z nich wydostać.

To samo jest ze śpiewem. Jest bardzo subtelny i eteryczny. Czasem wręcz płaczliwy. Rzuca na wiatr bolejące i pełne namiętności uczuciowe rozterki, zazwyczaj zachowując przy tym opanowanie. Dużo w tym emocji, dużo wewnętrznej duchowości, a nawet intymności, ale wyrażonej w sposób stonowany, bez narzucających się uniesień. Więcej porywczości znajdziemy w bardziej energicznym wokalnie „Last Resort”, refrenem uwodzi "Relention", w kojącą otchłań zabiera "Deadhouse". Przedostatni numer jest instrumentalny, choć nie widnieje on w spisie utworów, przynajmniej na mojej kasecie Mystic Production. Wszystkie źródła jednak o nim piszą, więc i ja zamieszczam go w trackliście.

„Discouraged Ones” to płyta, do której trzeba złapać klimat. Trzeba się w nią wczuć i ją zrozumieć. Otwiera wtedy przed słuchaczem swoje horyzonty, zabiera w daleki, głęboki i przestrzenny świat. Świat wysublimowanej harmonii i finezyjnej urokliwości. Nic tylko płynąć, płynąć, płynąć…

Tracklista:

01. I Break
02. Stalemate
03. Deadhouse
04. Relention
05. Cold Ways
06. Gone
07. Last Resort
08. Nerve
09. Saw You Drown
10. Instrumental
11. Distrust

Wydawca: Avantgarde Music (1998)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły