Ohlsson
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Kataklysm - Serenity In Fire

Jezus, Maria i wszyscy śnięci! To pierwsze co pomyślałem sobie w momencie, kiedy ruszyły pierwsze takty z płyty "Serenity In Fire" kanadyjskiego Kataklysm.

"Ambasador Of Pain" rozpoczyna prawdziwą death metalową masakrę, niczym karabin maszynowy w rękach mafii Little Italy lat trzydziestych. Trudno jest pojąć jak możliwa jest tak szybka gra perkusisty… Muzyka jest szybka, brutalna, ale i jednocześnie bardzo melodyjna, powiedziałbym że w szwedzkim stylu. Poprzedni "Shadows And Dust" z 2002 roku był dla mnie sporym zaskoczeniem i pierwszym zetknięciem się z Kanadyjczykami, ale tym razem kopara mi opadla dokumentnie i nie z powodu riffow, czy techniki, bo istnieje kilka kapel przebijajacych Kataklysm pod tym względem, ale za sprawą perkusji - głównego motoru napędowego tej płyty. "The Night They Returned" jest świetnym punktem środka płyty, oddaje całą istotę albumu, ale to co dzieje się w "Blond On The Swans" jest niesamowite. Niewiarygodne jest to z jakim impetem można skopać dupska innych death kapel.

Martin Maurias, J-F Dagenais, Stephane Barbe, i Maurizio Iacono pokazali klasę. Można porównywać "Shadows And Dust' do "Serenity In Fire", ale na pewno nie jest to ta sama muzyka. Zespół się rozwija i widac wyraźne postępy. To co zdecydowanie cieszy najbardziej to wyraźne i czyste brzmienie płyty, a w szczególności podwójnej stopy pana Maurias'a

To dobra płyta, na pewno wnosi trochę świeżości w gatunek metalu. Nie jest to techniczny death rzucającego na kolana Necrophagist, ale pozycja na pewno ciekawsza od dokonań chociażby Vader…

Ocena: 8/10

Wydawca: Nuclear Blast Records (2004)

Komentarze
Draven : W to nie wątpię Kiris :] Następnej imprezy w forcie za nic nie przepuszcz...
Kiris : Spoko Draven, nie jestes sam :wink: nie bylo jeszcze paru osob, z którym...
Draven : Szkoda że mnie tam nie było....z tego co słyszałem i czytam tutaj wyni...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły