Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Dream Theater - Falling Into Infinity

Falling Into Infinity, Dream Theater, EastWest, Johna Petrucci, progressive rock, progressive metal, James LaBrie, Awake, Kevin Moore, Fates Warning, Derek Sherinian, Alice Cooper

Coraz dłuższe te płyty Dream Theater. Na czwartej z nich „Falling Into Infinity” czas trwania ociera się już prawie o osiemdziesiąt minut. No, jak się umie grać to się gra. Z drugiej jednak strony są tacy, którzy znajdą tu dłużyzny, a nawet całe niepotrzebne numery. Dream Theater nabrał bowiem takiego bardziej łagodnego i potulnego oblicza w czym podobno dopomogła wytwórnia EastWest, chcąca wynieść swój produkt na komercyjne szczyty. Efekt wyszedł nieco kontrowersyjnie, lecz… jak się umie grać to się gra.

Zarzuty wobec „Falling Into Infinity” dotyczą przede wszystkim aż czterech ballad, które się tu znajdują. O ile „Peruvian Skies” jest jeszcze rozkręcającym się numerem ze sporą ilością progresywnego grania to taki „Hollow Years” z powodzeniem mógłby się znaleźć w pościelowym repertuarze Enrique Iglesiasa i fanki byłyby zachwycone. Patetyczną słodyczą torturuje też „Anna Lee” i mimo tego, że wiem, że do niektórych to trafia, to ja jednak zdecydowanie stanę po stronie tych, dla których ta płyta byłaby po prostu lepsza gdyby miała dziewięć kawałków zamiast jedenastu. Delikatnym, smutnym i poważnym utworem jest też „Take Away My Pain”, który dedykowany jest zmarłemu na raka ojcu Johna Petrucci.

Trochę tej łechcącej ładności ma też największy tu przebój „You Not Me”. Bardzo chwytający za serca refren również słodko się wchłania jednak to jest już zupełnie inna bajka. To jest już ten Dream Theater, który potrafi wykrzesać całą masę muzycznych treści i rozkołysać gitarowo-klawiszowymi zagraniami. Jeszcze więcej tej progresywności jest w drugim hitowym „Just Let Me Breath”, natomiast najcięższym z tej trójki przebojów jest najlepszy, moim zdaniem, „Burning My Soul”.

Były ballady, były hiciory, a teraz to co, w przypadku Dream Theater, tygryski lubią najbardziej, czyli oceany mistrzowskiego, progresywnego rock/metalu. Bo gdy James LaBrie przestaje śpiewać, a do roboty biorą się wirtuozowie to wszystkie rozważania i roztrząsania czy powinno być bardziej tak czy trochę inaczej przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Tu należy koniecznie wspomnieć o zmianie na stanowisku klawiszowca. Po „Awake” z zespołu odszedł Kevin Moore, który po paru latach odnalazł się w Fates Warning, a jego miejsce zajął Derek Sherinian, współpracujący dotychczas z Alice Cooperem. Nie znam się na tyle żeby rozstrzygać kto jest lepszy i co wniosła ta zmiana, bo dla mnie klimat pozostał ten sam, a klawisze są nie tylko uzupełnieniem, ale także kreatorem tych przebogatych muzycznych pokładów, które jak zwykle oferuje Dream Theater. Pierwszy „New Millenium”, instrumentalny „Hell’s Kitchen” oraz dwa niekończące się tasiemce „Lines In The Sand” i trzyczęściowy „Trial Of Tears” to są wspaniałe i pełne zmienności, rozległe i przestrzenne podróże.

A więc każdy może znaleźć coś dla siebie, choć nie każdemu wszystko się musi podobać. Dream Theater jest jednak takim zespołem, który zawsze potrafi obronić się muzyką i tego chyba nikt nie może im odmówić.

Tracklista:

01. New Millennium
02. You Not Me
03. Peruvian Skies
04. Hollow Years
05. Burning My Soul
06. Hell's Kitchen
07. Lines In The Sand
08. Take Away My Pain
09. Just Let Me Breathe
10. Anna Lee
11. Trial Of Tears

Wydawca: EastWest (1997)

Ocena szkolna: 5-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły