Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Deicide - Scars Of The Crucifix

Deicide, Insineratehymn, In Torment In Hell, Scars Of The Crucifix, Legion, Glen Benton, Steve Asheim

Jeżeli ktoś uważa, że po wielkiej czwórce Deicide dostał zadyszki to pewnie ma rację. „Insineratehymn” to była słabsza płyta, „In Torment In Hell” oceniam już lepiej, choć jej powszechne notowania również są niskie. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z siódmym albumem „Scars Of The Crucifix”, który przywrócił wiarę fanów w zespół i zebrał same pozytywne recenzje. I nie dziwne, bo Deicide uderzył niesamowitą ciężkością i potworną dziczą, a wszelkie porównania zwracają się ku jednemu magicznemu słowu – „Legion”.

I choć wiadomo, że „Scars Of The Crucifix” oczywiście Legionem nie jest, to trzeba przyznać, że jego siła rażenia jest nie mniej potężna, a skala zniszczenia porównywalna. Z głośników uderza nieokiełznana i skomasowana furia, która porywa huraganem zabójczych riffów, potwornych blastów i zwyrodniałych ryków. Glen jest niebywałym agresorem i z sakramencką złością cedzi swoją nienawiść do Boga. Wróg jest wiadomy, a cały arsenał nieposłuszeństwa wymierzony jest przeciwko niemu. W takich „Mad At God” czy „Fuck Your God” tekstu jest tyle, że ledwo można go upchnąć w niedługich przecież utworach. A jakby komuś było mało to niech sprawdzi „Conquered By Sodom”. To jest kurwa stutonowa betonowa płyta, która dosłownie wgniata w ziemię: „The silence has been broken for centuries denied”.

Ale nie tylko Benton imponuje na „Scars Of The Crucifix”. Tu cały zespół wykazał się niezwykłą precyzją w plenieniu chrześcijaństwa i wszyscy zachwycają szybkością, bezkompromisowością i napastliwością. Zwraca uwagę cała masa znakomitych solówek, które przelatują błyskawicznie zostawiając po sobie spalony grunt, a Steve nieustająco siecze lawiną uderzeń. Wszystko jest krótkie, ale uderzająco dosadne i intensywne. No, a do tego chwytliwe. Te kawałki, mimo swojego charakteru, świetnie się wchłaniają i łatwo można je polubić. Sam początek to jest majstersztyk, który przez kilka lat służył mi jako dzwonek w telefonie, a i dalej pełno jest jakichś charakterystycznych fajnych fragmentów, a już wejście „When Heaven Burns” jest rozbrajające. Tak jak cała płyta.

Tracklista:

1. Scars Of The Crucifix
2. Mad At God
3. Conqured By Sodom
4. Fuck Your God
5. When Heaven Burns
6. Enchanted Nightmare
7. From Darkness Come
8. Go Now Your Lord Is Dead
9. The Pentecostal

Wydawca: Earache Records (2004)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły