Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Black Sabbath - Black Sabbath

Debiutancki album Black Sabbath, o nazwie takiej jak sama kapela, został wydany 13 lutego 1970 roku, nie byłoby w tym nic niezwykłego (jeśli chodzi o datę wydania oczywiście), gdyby nie był to piątek. Jednak zanim do tego doszło trzeba było materiał skomponować i nagrać. Jeśli chodzi o kompozycję, to były one w większości już dawno gotowe, bo Sabbath grało już od co najmniej roku, natomiast co do sesji w studio, to było ona zaskakująca. Nie tyle pod względem kosztów, bo wyniósł on 600 funtów, co raczej samego czasu jej trwania. Osbourne'owi i chłopakom zajęło jedynie trzy dni na to, by wszystko spokojnie zarejestrować. Zaskakujące ale prawdziwe, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę arcydzieło, które stworzyli.
Album ten został wydany przez wytwórnię Vertigo i to oni bez konsultacji z zespołem umieścili na okładce odwrócony krzyż, tym samym nieco nakierowując słuchaczy na błedny pogląd, iż mają oni do czynienia z satanistami.

Jeśli chodzi o muzykę, to niczego tak nieubłagalnie ciężkiego, posępnego jeszcze w kulturalnym rocku nie było. Klimat ów był dziełem Butlera i Warda, którzy przygotowali masywny i niekonwencjonalny grunt sekcji rytmicznej pod mroczne riffy i potężne akordy Iommi'ego. Dołącza do nich oczywiście charakterystyczny niemalże wrzask Ozzy'ego, który swym nad wyraz oryginalnym brzmieniem albo powalał słuchaczy na kolana albo przyprawiał o mdłości.

Ale przejdźmy do konkretów; płytę otwiera tytułowy utwór zaczynający się dźwiękami deszczu i dzwonami w tle, które nagle drastycznie przerywa Iommi z Bulterem ich genialnym riffem (podobno jednej nocy śnił się on tej dwójce i kiedy przyszli na próbę po odegraniu swych pomysłów nie wiedzieli co powiedzieć, tak ich zamurowało, a ich nowe idee brzmiały niemal tak samo i tak powstał legendarny już dziś riff, nie wiem ile w tym prawdy, ale ciekawa to przypowieść). Snuje się cała piosenka posępnie i dość smętnie utrzymując klimat Mr. Satana polującego na ludzi, by pod koniec wybuchnąć kolejnym niepowtarzalnym radykalnie przyspieszającym riffem i fascynującym solo na koniec.

Następnie serwują nam chłopcy z Birnighamm melodyjną harminijkę ustną będącą wstępem do utworu "The Wizard". Instument ów w połączeniu z interesującą i bardzo żywą perkusją Billa brzmi bardzo wesoło. Podtrzymują to słowa opowiadające o przechadzającym się czarodzieju, przed którym pierzcha zło.

Kolejny numer, "Behind The Wall Of Sleep" - wchodzi dość energicznym kopem, by potem łagodnie spowolnieć i znów przyspieszyć przed solem. Jeśli chodzi o sam tekst, to przedstawia on druzgocące skutki działania własnego sumienia podczas snu i zbawiennej mocy budzenia się.

Potem przychodzi czas na awangardowe intro Geezera na basie i następny niezapomniany riff Iommi'ego. Tak właśnie zaczyna się "N.I.B.". Od dawna dyskutuje się nad znaczeniem tego tytułu, przy czym mnóstwo fanów przekonanych jest, że to skrót od Nativity In Black (Narodziny W Czerni). Jednak zgodnie z tym co mówi Ozzy, kryje się pod tym coś znacznie mniej tajemniczego. Osbourne wyjaśniał to tak: "To było w Hamburgu, byliśmy strasznie nawaleni, no a Billy nosił wtedy taką naprawdę długą, ostro zakończoną brodę. I ja powiedziałem do niego: "Hej, Billy wyglądasz jak czubek pióra (pen nib)", więc kiedy Geezer zapytał: "To jak zatytułujemy ten kawałek?" powiedziałem: "Nazwijmy go NIB". Póżniej po prostu wstawili kropki pomiędzy litery i tytuł był gotowy. Jest tu przedstawiona ciekawa historia diabła, który bardzo się zakochał. Media oczywiście zrobiły nagonkę na ten kawałek, ponieważ padły tu słowa takie jak Satan czy Lucyfer a resztę zdań mieli w dupie i nie patrzyli w ogóle na samą ich treść.

Następna kompozycja jest jedyną w twórczości kapeli przeróbką innego zespołu. Tak tak, mamy tu doczynienia z coverem, nawet szlachetne Black Sabbath brało na warsztat utwory innych kapel. A zepołem tym był pochądzący z Minnesoty The Crow i ich kawałek "Evil Women (Don't Play Your Games With Me)". Dość żywe tempo i niezbyt skomplikowane riffy prowadzą do całkiem sympatycznej i miłej solóweczki.

Kolejno trafiamy na zawodzące swoim brzmieniem "Sleeping Village"' rozkręcające się nieco dalej i - jak to bywa u Sabbath'ów - brnące swą szybkością i przeradzające się w następną porywającą solóweczkę Iommi'ego.

"The Warning", to dopiero powalający kawałek. Zaczyna się powolutku snującymmi instrumentami i prawie zawodzącym wokalem, by przerodzić się w olbrzymi popis umiejętności Tonny'ego na wiośle. Tematycznie jest to opowiadanie o niespełnionej miłości, którą bezskutecznie próbuje pozyskać rozkochany adorator.

W ostatnim na tym albumie "Wicked World" opowiedziane jest jak to bardzo okrutny (jak sam tytuł zresztą to sugeruje) jest nasz świat, jakie w nim nas mogą spotkać krzywdy i jakiż to jest on niesprawiedliwy. Rozpoczyna go dość żwawe brzmienie gitary, by przejść w "kroczący" riff odpowiadający niezbyt wesołym słowom, w połowie utworu Iommi wolno rozpoczyna solóweczkę i znów przechodzi do głównego riffu.

I tak kończą się niespełna 43. minuty niesłychanej muzy, która zrewolucjonizowała świat i rozpoczęła swego rodzaju przewrót w tej branży, ponieważ nikt wcześniej dotąd nie grał w takowy sposób. I na bazie Sabbath'ów wzorowała się niejedna (jak nie większość) kapel grających dziś ostrzejszą muzę.

Tracklista:

01. Black Sabbath
02. The Wizard
03. Behind The Wall Of Sleep
04. N.I.B.
05. Evil Woman
06. Sleeping Village
07. Warning
08. Wicked World

Wydawca: Vertigo Records (1970)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły