Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2018
Recenzje :

Black Sabbath - 13

Jakiś czas temu pod okryciem nocy w Buckinghamshire odrodziła się legenda heavy metalu. Przy całych swych wysiłkach noc nie potrafiła zwyciężyć płomieni, które rozpostarły się wokół wiklinowej trzynastki. Muzycy Black Sabbath powrócili do życia w ogniu. Trudno sobie wyobrazić lepszy sygnał do nagrań nowego albumu. Jeszcze trudniej gdy weźmiemy pod uwagę spuściznę jaką pozostawili po sobie legendarni muzycy, choć tę legendę trochę zamgliła nieobecność Billa Warda. W ten sposób zamiast czterech do nagrań nad dziewiętnastym albumem Black Sabbath przystąpiło trzech heavy metalowych jeźdźców apokalipsy. Jednak skuteczne wsparcie Brada Wilka wystarczyło by raz jeszcze poruszyć światem.

Wydźwięk „13” nie będzie na pewno rozłożony w szerokościach, które w sensie społecznym mogłyby uruchomić ogólnoświatową dyskusję… albo doprowadzić do wściekłości kaznodziejów. Nie o taki świat chodziło mi w pierwszym akapicie, bo też rozwiązłość współczesnego człowieczeństwa pozwoliła sobie na tyle, że heavy metalowe treści nikogo nie szokują, ani tym bardziej nie stanowią zaczynu do dyskusji nad kondycją ludzkości. W czasach gdy szokować mogą już tylko najgorsze dewiacje metal służy w dyskusji publicznej jako przedmiot tandetnych mediów. Jeden z argumentów czynu jakiegoś psychopaty, który rozstrzelał w szkole swoich nauczycieli. W takiej rzeczywistości muzycy Black Sabbath poruszyli światem, ale heavy metalu. Zespół w sensie lirycznym wypłynął do nurtu refleksyjnego. Ozzie Osbourne zaczął zadawać o wiele więcej pytań niż stawiać odpowiedzi. W głębokich dreszczach znalazło się moje ciało pod wpływem wypowiedzianych słów: Is this the end of the beginning or the beginning of the end?. Instrumentaliści Black Sabbath najpierw otworzyli album w doom metalowym stylu, a następnie wokalista rozpoczął opowieść od pytania, które mogłoby służyć jako etykieta współczesności. Dążenia i niepewność. Idąc dalej: Is your life real or just pretend?. Przyznam, że psychospołecznego Black Sabbath spodziewałbym się na końcu moich snów. A jednak!

Refleksyjności zespołu na XXI wiek znalazło się na „13” znacznie więcej. Podejrzewam, że starsi fani docenią sposób komunikacji jaki muzycy Black Sabbath zaproponowali w 2013 roku. Tutaj wcale nie chodzi o budowę nowego albo redefinicję spierzchłego gatunku, ale o sposób jego funkcjonowania. Czy Bóg umarł? Nad tym zastanawia się Ozzie Osbourne. Mówiąc o wieku rozsądku wcale nie myśli o umysłach uczonych, a raczej o sposobach ich wykorzystania do celów politycznych i religijnych. Zastanawia się nad człowiekiem, przyjmowanymi przez niego postawami i trwaniu w życiu, które wiedzie pomimo albo w rezultacie duszy przegniłej od popełnianych kłamstw i zbrodni. W tytule albumu nie płoną tylko przesądy ludzkości, ale też jej moralność. Nie może być nic bardziej wymownego od tego zdjęcia tytułowego, co podsumowałoby dezaktualizację humanizmu, która dopełnia się na naszych oczach. Ludzi współczesnych. W tegorocznej opowieści Black Sabbath największą ważność uzyskały wszak potwory człowieczeństwa. Nie dziwią zatem sugestie niegdysiejszego księcia ciemności o permanentnym poszukiwaniu przez upadłego człowieka światłości pośród mroków. Tyle, że to sugestie wyrażone w utworze pt. „Peace Of Mind”, dostępnym więc w rozszerzonej edycji albumu. Dlaczego? Ano, w zasadniczym koncepcie „13” światłości nie dostrzeżono. Nawet wyobrażonej.

Mówiąc o refleksyjnym przesłaniu to podążając za refleksyjną muzyką. Trzech weteranów i wilk zagrali na omawianym tu albumie bez pośpiechu. Spod instrumentów nie wydostały się duże ilości heavy metalowego jadu. Nie było takiego planu aby ścigać się z własną legendą. Siłą rzeczy, może tęsknoty, solidne partie perkusyjne Brada Wilka zostały na tym krążku ograniczone w taki sposób by nie przeszkadzać weteranom. Materiał w warstwie instrumentalnej został bowiem zdominowany przez gitarę Tony’ego Iommiego, która najczęściej prowadziła dialogi z basem Geezera Butlera. Rozmawiano na różnych szerokościach. Padły już słowa o heavy i doom metalu, tego drugiego nadspodziewanie dużo, trzeba przywołać hard rocka. Wszystko w brzmieniu właściwemu legendzie. Osiem utworów niczym autoportret tego, co Black Sabbath znaczy dla metalu. W żadnym razie nie podsumowanie, bo przy znacznej ilości ostrych riffów, wirtuozerskich zagrywek i powyciąganych na różne strony solówek dziewiętnasty album legendy został w sensie instrumentalnym ulokowany pomiędzy balladą a kompozycjami sprawiającymi wrażenie improwizowanych. Na dużo przestrzeni pozwolił sobie Tony Iommi. Nie utracił przy tym magnetyczności, a nawet romantyzmu właściwego Black Sabbath. Dodam, że zespół uczciwie od początku do końca spieszył się wyłącznie w utworze zatytułowanym „Methademic”, kolejnej perełce rozszerzonej edycji albumu.

Jakakolwiek wersja „13” będzie rozbrzmiewać w odtwarzaczach spokojnych domów, rozłożona na osiem lub jedenaście utworów, to zawsze pozostawi swoich słuchaczy we wrażeniu uczestnictwa w czymś wyjątkowym. Nawet jeśli muzycy Black Sabbath na prawach biologii utracili szybkość i nawet jeśli Ozzie Osbourne śpiewa bardziej zachowawczo niż w swoim złotym okresie to wciąż czuje się, że słuchając tego albumu słucha się ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Pośród tej wędrówki po antykach heavy metalu wielokrotnie utożsamiałem się z Black Sabbath. Muzykę kosztowałem, a nad przesłaniem głęboko się pochyliłem. Muzyczna dojrzałość dla Anglików jest bowiem największym darem jaki mogli otrzymać od losu. Zarówno oni, jak i słuchacze „13”. Ja się zaczarowałem.

------

O przesłaniu: "W tytule albumu nie płoną tylko przesądy ludzkości, ale też jej moralność"

O muzyce: "Mówiąc o refleksyjnym przesłaniu to podążając za refleksyjną muzyką"

Tracklista: End of the Beginning, God Is Dead?, Loner, Zeitgeist, Age of Reason, Live Forever, Damaged Soul, Dear Father, Methademic (ed. rozszerzona), Peace of Mind (ed. rozszerzona), Pariah (ed. rozszerzona) 

Wydawca: Vertigo, Universal

Komentarze
Lupp : ...ale przez to ciekawa. Zamiast pisać o "kawałkach" (o gustach wszak si...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły