Po pierwsze, choć to jeszcze o niczym nie świadczy, pierwszy raz w swojej historii
Vital Remains nagrał drugą płytę w tym samym składzie, a od pierwszych dwóch albumów mamy na dwóch kolejnych płytach tego samego wokalistę.
Po drugie już okładka pokazuje, że tematyka płyty będzie taka sama na co wskazuje postać męczonego Jezusa w centralnym punkcie obu grafik.
Po trzecie nastrojowe intro jest kontynuacją Let The Killing Begin. O ile poprzednio Jezus został osądzony i skazany to teraz jest biczowany i przybijany do krzyża. Trzeba uważać bo jeszcze ze dwie płyty i nam zmartwychwstanie :) Również to intro kończy się dzikim wrzaskiem Bentona. Tym razem jest to pytanie skierowane do głównego bohatera: „Where is your god now?”
I wreszcie po czwarte i najważniejsze – muzyka. I tu chciałbym wyjaśnić dlaczego ta recenzja byłaby inna gdyby nie było
Dechristianize. Otóż
Icons Of Evil to płyta bardzo dobra. Jest tu wszystko co powinno być na deathmetalowym albumie z najwyższej półki. Jest dzika, masakryczna jazda ale zagrana mądrze, przemyślanie i przede wszystkim na bardzo wysokim poziomie technicznym. Wszystkie instrumenty są znakomicie słyszalne i charakteryzują się wysokim kunsztem muzycznym. Są melodyjne kompozycje, wpadające w ucho riffy, doskonałe solówki. Wokal jest wściekły, brutalny i zły. Jest nawet bardzo fajnie wpleciony motyw na gitarze akustycznej. Po prostu nic dodać, nic ująć, gdyby nie jedno ale... Otóż ta płyta to kopia
Dechristianize i to kopia, która nie dorównuje oryginałowi. Jest po prostu słabsza.
Vital Remains zawsze charakteryzował się długimi, rozbudowanymi kompozycjami, w których centralną rolę odgrywały znakomite gitary, jednak wszystkie kolejne płyty były od siebie inne. Każda miała swój klimat i taką swoją osobowość. Tutaj jest inaczej. Cała płyta jest zrobiona tak samo jak poprzednia. Takie samo brzmienie, styl, układ i tematyka. Tak jakby zespół chciał powtórzyć swój własny sukces. Ale takiego arcydzieła jakim jest
Dechristianize po prostu nie da się powtórzyć. Brakuje tutaj takich szczególnych momentów, takich smaczków, które odróżniają płytę bardzo dobrą od genialnej. Brakuje takich megahitów, które odróżniają płytę bardzo dobrą od wybitnej. W żadnym momencie nie czuje się takiego chwytu za serce, takiego dreszczu na plecach, które odróżniają płytę bardzo dobrą od doskonałej. Panowie chcieli ponowić ideał, byli blisko ale właśnie prawie robi ogromną różnicę.
Icons Of Evil pozostanie płytą bardzo dobrą ale na zawsze w cieniu swojej wielkiej poprzedniczki.
I w końcu po piąte, również zawartość tekstowa nawiązuje do poprzedniej płyty. Aby wczuć się w klimat tekstów proponuję słowa: god, faith, ascension, exaltation, scripture, righteous, pious, revere, hallowed, Jesus, sacredness połączyć w pary ze słowami: defame, delusion, incinerate, fuck, befoul, despised, scorn, deterioration, havoc, ferocity, impurity, pestilence, erased, abhor, deceit, awe, deny itd. W ten sposób otrzymamy kwintesencję stosunku zespołu do zakłamanego chrześcijaństwa. Wyjątkiem jest ostatni autorski kawałek In Infamy, który jest hołdem dla złych ludzi, którzy odeszli w niesławie. Utwór ten jest dedykowany czterem wielkim metalowym muzykom, których nie ma już wśród nas. Jednym z nich jest Docent. Uważam, że obok ‘Till Death jest to najlepszy kawałek na płycie.
Na koniec, co jest wreszcie jakąś nowością, mamy cover
Yngwie Malmsteena, szweckiego wirtuoza gitary. Nie znam oryginału, więc nie mogę porównać ale ten numer jest bardzo dobry ze zdecydowanie najlepszą na płycie wokalizą Bentona.
Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny krążek
Vital Remains nie będzie trzecią, jeszcze gorszą, częścią sagi o konającym Jezusie, tylko czymś zupełnie innym, co porwie nas w nową, nieznaną sferę witanych resztek.
1. Where is Your God Now
2.
Icons of Evil3. Scorned
4. Born to Rape the World
5. Reborn... the Upheaval of Nihility
6. Hammer Down the Nails
7. Shrapnel Embedded Flesh
8. Til Death
9. In Infamy
10. Disciples of Hell (
Yngwie Malmsteen cover)
Wydawca: Century Media Records (2007)