"Dawn Of The Apocalypse" to potężny, brutalny, brudny, surowy, epicki death metal. Epitetów można by wypisywać mnóstwo, gdyż
Vital Remains ma swój styl i ciężko tą muzykę porównać do czegokolwiek. Długie, około ośmiominutowe utwory przepełnione ciężkimi riffami, szybką perkusją, growlingowym duetem - jeden głęboki, drugi jadowity - jak się okazuje, z prostych komponentów można stworzyć dzieło nietuzinkowe. Odnajdziemy tutaj dużo patetycznych partii, sporo motywów akustycznych oraz całkiem przyzwoite pomysły. Nie powiem, aby na tym etapie
Vital Remains powalał techniką, ale jest ona nienaganna. Nie jest to także tak szybki album jak kolejne wydawnictwa zespołu, za to jest o wiele bardziej urozmaicony. O sile tego krążka stanowi fakt, że kawałki posiadają własną tożsamość - zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to najbardziej urozmaicony album formacji. Epicki, a nawet symfoniczny charakter tych utworów zdecydowanie bardziej zbliżony jest do tego znanego z pierwszych płyt Morbid Angel aniżeli Nile - w muzyce jest wszechobecny brud, nutka niechlujstwa i naprawdę niepokojący mroczny klimat.
Choć "Dawn Of The Apocalypse" niewątpliwie jest krążkiem udanym, to trudno mi mówić o jakimś szczególnym zaskoczeniu.
Vital Remains cały czas podąża obraną ścieżką, wzbogacając swoją muzykę o nowe elementy. Z drugiej jednak strony nie jest to album, który chwyta za serce, powala czy sprawia, że zespół będzie stawiany na równi z Morbid Angel czy Nile. Wydaje mi się, że krążek jest za mało wyuzdany instrumentalnie, brakuje trochę szaleństwa i nonszalancji wspomnianych wcześniej zespołów. Płytka ta jawi się bardziej jako coś przemyślanego i poukładanego, co niestety rzutuje na fakt pewnej zachowawczości. Cieszy jednak to, że
Vital Remains nadal trzyma poziom, a co najważniejsze - zachowuje swój naturalny, undergroundowy feeling.
Wydawca: Osmose Records (2000)