Gdy ukazał się "
A Deeper Kind Of Slumber" nie zdziwił fakt, że na zespole
nie zostawiono suchej nitki. Formacja nagrała coś zupełnie innego od tego,
co było złotą formułą na sukces. Nie powininno dziwić zatem, że
totalnie wyciszone dźwięki kolejnego krążka
Tiamat okazały się być
niesatysfakcjonujące dla fanów i krytyki. Gdy słucham sobie tej płytki
to stwierdzam, że gdybym patrzył na cztery pierwsze albumy zespołu i nie
znając nazwy zgadywać kto nagrywał "
A Deeper Kind Of Slumber" to na
pewno nie padła by nazwa
Tiamat. Da się zauważyć fascynację twórczości
Pink Floyd, ale Szwedzi zamiast iść w progresywną stronę, coraz
bardziej idą w kierunku piosenkowego grania, co jest tutaj
widoczne.
Przede wszystkim brakuje tutaj wpadających w ucho melodii i harmonii.
Wszystko jest wyciszone, delikatne, ale niestety dosyć mdłe i
bezbarwne. Niestety, obszerniejsze wykorzystanie keyboardu dodało
płycie jedynie przestrzeni, ale niestety zabrakło chyba tu pomysłów,
aby wytworzyć jakiś klimacik. Albumik działa usypiająco, ale nie ma mowy
o oniryzmie.
Omawiane wydawnictwo niestety nie wytrzymuje
porównań do "Wildhoney" nie przez swoją odmienność, lecz przez to, że
prezentuje bardzo nijaki poziom. Niestety - posłuchałem krążka kilka
razy i jedyną rzeczą, która mi w głowie utkwiła, to fakt, że żaden
motyw z tej płyty nie zapadł mi w pamięć. A to chyba nie świadczy
dobrze.
Tracklista:
01. Cold Seed
02. Teonanacatl
03. Trillion Zillion Centipedes
04. The Desolate One
05. Atlantis As A Lover
06. Alteration X 10
07. Four Leary Biscuits
08. Only In My Tears It Lasts
09. The Whores Of Babylon
10. Kite
11. Phantasma De Luxe
12. Mount Marilyn
13.
A Deeper Kind Of SlumberWydawca: Century Media Records (1997)