Czy ktoś wyobrażał sobie połączenie pierwszych płyt Opeth z graniem
pod Cynic czy nawet The Dillinger Escape Plan? Jeśli nie, to właśnie
teraz jest okazja, aby tego posłuchać.
Sculptured zawsze preferował
granie klimatycznego death metalu, niezbyt cieżkiego, z dobrymi
melodiami przewijającymi się w partiach gitarowych. Do tej pory sporym
atrybutem były instrumenty dęte. "
Embodiment: Collapsing Under The Weight Of God" przynosi jednak kilka
zmian. Pierwszą z nich jest właśnie brak smyczków, drugą - i ta jest
chyba ważniejsza, to kompletnie odmienna niż dotychczas praca sekcji.
Dave Murray, na co dzień perkusista Estradasphere, dosyć odważnie
poczyna sobie za zestawem, nie bojąc się jazzowych ucieczek i
wyłamywania metrum. Momentami dostajemy zestaw naprawdę zakręconych
dźwięków, które spokojnie mogłyby być ozdobą najlepszych technicznie
albumów. Troszeczkę inaczej wygląda praca gitar - nie jest to gęste
granie, ale różnorodność wygrywanych dźwięków, różnorodność technik,
brak pośpiechu, oraz przemyślane struktury sprawiają, że słucha się
tego wybornie.
Oczywiście dominującą formą wokalną jest growling, ale
jest on delikatny i zrozumiały zupełnie jak na płytach Agalloch. Tu i
ówdzie mamy jednak okazję posłuchać też czystego śpiewu, który jest
zdecydowanie najsłabszym (i chyba jedynym słabym) punktem płyty. Nie
należy zapominać o klawiszach, które choć są oszczędnie wykorzystywane,
to jednak stanowią miód dla uszu i w tej sferze też
mamy ogromną różnorodność styl gry i o brzmienie.
Na "
Embodiment: Collapsing Under The Weight Of God" składa się zaledwie pięć utworów trwających w sumie niecałe
czterdzieści minut. Choć może jako całość, nie jest to materiał tak
przekonywujący i wyrazisty jak płyty Opeth czy jedyne dzieło Cynic, to
do ich poziomu niewiele temu krążkowi brakuje. Zwraca uwagę także
produkcja - wszystko brzmi jakby było nagrywane pod płytę jazzową, czyli
bas uwypuklony i dobrze nagłośnione talerze. Szczerze powiem, że nie
spodziewałem się, że jeszcze usłyszę ten zespół i to w tak dobrej
formie. Póki co, jest to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów tego
roku, który może spodobać się nie tylko fanom death metalu. Jest to
wydawnictwo przemyślane, ambitne, którego słuchanie naprawdę sprawia
przyjemność.
Wydawca: The End Records (2008)