Pozwolę sobie opowiedzieć drobną tajemnice swą. Począwszy od kropli rosy zerwanej ze źdźbła trawy krawędzi noża, A potoczywszy sie na przemian leniwie to gwałtownie do samego morza.
Tajemnicę tudzież zwaną pragnieniem - Bądź marzeniem - jak kto woli, Sięgającą od ugorów niebios - Nie wiedzieć dlaczego powszechnie uznanych za obsiane kwiatów i traw soczystych nasieniem - Aż po ostatnie piętro piekła Gdzie w smole odkrywczość powoli sie gramoli Ale co ma wisieć - nie utonie - i taki już los.
Więc moje pragnienie - jakby sie wielu zdawało - to nie potępienie Lecz uznanie. Ten błysk w oku ciężarnym nadzieją Znudzonego konsumenta wyłączną oryginalnością. Nie intencją mi brodzić siłą przez czyjeś nad sensem zastanowienie O tym czy myśli me nie okażą sie zwykłą breją Ale to już skrajność i nazwijmy to egoistyczną złośliwością
Chciałbym doznać kobietę. Porywistego anioła z piekła rodem Ze zwichrowana aureolą i tatuażem na piersi. O smaku wina i zapachu dzikiej róży po deszczu. Chciałbym doznać kobietę. Diablicy nie wyróżniającej sie piekła polotem Na kilometry wśród wygłodniałych samców, gdzie wszyscy chcieliby być pierwsi. Skryta i zmysłowa, a każdy pocałunek byłby salwą dreszczu.
Wśród tych murów śwątyni namiętności Bóstwa rozkoszy pozyskać chciałbym uznanie. Ale nie tylko tego jednego kiedy taka ich mnogość. Imię jej brzmi Muza, melodii władczyni - moja powszechna miłości, A z nią równie ukochana - Poezja - wciąż niespełnione poznanie. I tak oddaje im cześć nie wiedząc co mnie spotka: spełnienie czy marność.
KostucH
Wysłany przez: KostucH
Zaakceptowane przez: astarot Wysłano: