DarkPlanet: Byłeś w Polsce już kilkanaście razy. Zachowałeś jakieś wspomnienia z poprzednich wizyt?
Shane Embury: Nie ma tego zbyt wiele. Pamiętam, że po koncercie bodajże
w 1992 roku byliśmy na basenie z gośćmi z Obituary (śmiech). Gramy
koncert, po czym trzeba jechać dalej, zawsze brakuje czasu by zobaczyć
coś więcej. Koncerty natomiast zawsze były bardzo dobre, ludzie dla nas
przyjaźni i entuzjastyczni.
DarkPlanet: Szkoda.
Kraków to interesujące miejsce.
Shane Embury: Niestety. Przyjechaliśmy dzisiaj, jutro rano musimy ruszać dalej.
DarkPlanet: Nowa płyta
Napalm Death zbliża się wielkimi krokami. Czego możemy się spodziewać po "Time Waits For No Slave"?
Shane Embury: Myślę, że ten album jest cięższy od poprzedniego, również pod
względem brzmieniowym. Muzycznie jest nieco szybciej, choć nie brakuje
też gdzieniegdzie zwolnień i cięższych partii. Jeśli podobało Ci się
kilka ostatnich płyt powinieneś polubić nasz nowy materiał. Ludzie
mówią, że jest on inny. Nie wiem, trudno mi tak przeanalizować nasze
nagrania.
DarkPlanet: Znajdziemy tam coś równie zaskakującego jak np. gościnny udział Anneke z The Gathering na "Smear Campaign"?
Shane Embury: Nie. Barney próbował tym razem nowych wokali, w kilku miejscach
zaśpiewał nieco inaczej niż to robił dotychczas. Spróbowaliśmy kilku
eksperymentów z gitarami, chociaż melodia to może nie jest najlepsze
słowo. Prawdę powiedziawszy nie zastanawiam się nad tym. Kiedy piszę
nowe utwory nie skupiam się na tym by wprowadzać coś zaskakującego.
Zwyczajnie pracuje nad nowym materiałem. Wszystko wychodzi później, gdy
materiał jest gotowy i trafia do osób, które go słuchają. Ja osobiście
jestem zadowolony.
DarkPlanet: Czy produkcją, podobnie jak na poprzednich płytach zajął się Russ Russell?
Shane Embury: Tak. Myślę, że wykonał bardzo dobrą pracę. Z każdą płytą pracuje się
nam coraz lepiej. Wiesz, dziennikarze czasem odlatują na tym punkcie i
nie wiesz czego się możesz spodziewać.
DarkPlanet: Sądząc po wynikach jego pracy wydaje mi się, że Russ jest wręcz stworzony do pracy z
Napalm Death.
Shane Embury: Zdecydowanie. Od kilku lat jesteśmy blisko, Russ jest naszym bardzo
dobrym kumplem, świetnie nas rozumie i wie doskonale do czego dążymy.
To bardzo pomaga. Wiesz, ja i Russ mamy te same znaki zodiaku (śmiech).
Nie wiem wprawdzie czy to ma jakieś znaczenie, ale myślimy podobnie i
potrafimy szanować naszą pracę.
DarkPlanet: Czy możesz porównać "Time Waits For No Slave" do wcześniejszych płyt
Napalm Death?
Shane Embury: Myślę, że jest podobna do "Smear Campaign". Więcej tu jednak chyba
hałasu i cięższych fragmentów, które skomponował Mitch. Wydaje mi się
również, że jest bardziej chwytliwa. Mimo to postawiłbym te dwie płyty
obok siebie. "Time Waits For No Slave" to w jakimś sensie naturalna
kontynuacja tego, co zrobiliśmy na "Smear Campaign". Takie zestawienie
ma dla mnie sens.
DarkPlanet: Od drugiej połowy lat 80 kierujesz jednym z najbardziej
wpływowych zespołów w historii muzyki ekstremalnej. Dziś, kiedy twoja
pozycja i wkład nie mogą być podważane, czy nadal masz ambicję i chęć
stworzenia raz jeszcze czegoś co byłoby równie inspirujące?
Shane Embury: Mam nadzieję, że muzyka, którą robimy jest nadal wpływowa. Ludzie mówią
nam, że cały czas tak jest. To bardzo miłe słyszeć takie głosy. Staramy
się być jednak innowacyjni wobec samych siebie, nie chcemy powtarzać
tego, co już zrobiliśmy wcześniej. Być lepszym, stale się poprawiać - w
tym widzę trzon inspirującej muzyki. Pochlebne opinie na temat tego, co
robisz są miłe, ale też zobowiązujące. Myślę że muzycznie mamy jeszcze
sporo do zaoferowania. Nie trzymamy się kurczowo schematów, próbujemy
raczej szukać nowych rzeczy, tu i ówdzie eksperymentować.
DarkPlanet: Podczas gdy grind core jest bardzo hermetycznym środkiem wyrazu,
który szybko może wykorzystać swój potencjał,
Napalm Death stale
definiuje nowe kierunki w muzyce ekstremalnej. Skąd wobec tego
czerpiesz inspiracje?
Shane Embury: Wiesz, Mitch na przykład nie słucha w zasadzie niczego nowego. To
pomaga, dzięki temu stale pozostajemy blisko tego, co nas inspirowało
wiele wiele lat temu, blisko zespołów, których dzisiaj już prawie nikt
nie słucha. Osobiście lubię szukać nowych rzeczy, chcę się orientować w
tym co dzieje się w muzyce. Myślę że to równie ważne i pożyteczne. Nie
mamy nigdy jakiegoś planu generalnego, gdy piszemy muzykę. Nikt nie
mówi na początku jak co ma wyglądać czy zabrzmieć. Mamy ten komfort że
pracujemy razem od wielu lat, ufamy sobie. Gdybyśmy byli młodsi
brakowałoby nam być może pewności. Dziś łatwiej nam stworzyć, coś co
inni natychmiast rozpoznają jako
Napalm Death. Przy ostatniej płycie
pracowało około 20 osób i to było bardzo dobre. Robimy cały czas to, co
kiedyś. Trzeba czerpać satysfakcję ze swojej pracy, przeciwnie
wydawałaby ona kiepskie owoce.
DarkPlanet: Odkąd pamiętam w
Napalm Death zawsze wspieraliście
anty-faszystowskie organizacje, Barney aktywnie działa na rzecz praw
zwierząt. Osobiście nie potrafię myśleć o tym zespole z wyłączeniem
waszej poza muzycznej aktywności. Myślisz że muzyka ekstremalna może
zmieniać nastawienie ludzi względem współczesnych kwestii i
problemów?
Shane Embury: Nie wiem, to trudne pytanie. Teksty zawsze były dla nas bardzo ważne.
Mam nadzieję, że ludzie czytając je mogą znaleźć w nich coś dla siebie.
Wierzę że teksty powinny mieć jakiś sens. Nie da się tak wprawdzie
zmienić świata, ale być może chociaż w ten sposób można czerpać
inspirację. Cieszę się jeśli tak jest z
Napalm Death, jeśli ludzie
wiedzą o czym mówimy. Świat jest wielki, trudno zmienić każdego. Nie
chcę więc być kaznodzieją i uczyć innych. Każdy może poznać nasze
teksty i w jakiś sposób z nich skorzystać. To chyba jedyna rzecz jaką
my możemy zrobić.
DarkPlanet: Co oznacza dla ciebie "muzyka ekstremalna"? Przekraczanie
sonicznych granic? Wierzę że muzyka to nie tylko dźwięki, ale również
konkretna postawa. Czym jest wobec tego dla ciebie ekstremalność w
takim kompleksie znaczeń?
Shane Embury: Grind core to chyba nawet bardziej postawa, niż sama muzyka. Muzyka
jest ważna, ale funkcjonuje również określone nastawienie do pewnych
wartości. Myślę że jako zespół hołdujemy pewnym wartościom. Chcemy grać
intensywną muzykę i jednocześnie zachowywać odpowiednie podejście do
niej. Dzięki temu możesz uniknąć niebezpieczeństw, którym ulegają inne
zespoły grające również intensywnie, ale jednocześnie nazbyt czysto czy
precyzyjnie. Każdy dzień to też inne emocje, także kiedy jesteś w
zespole i wchodzisz na scenę.
DarkPlanet: Wydaje mi się, że zawdzięczasz dużo czasom i miejscom, w których
dorastałeś jako muzyk. Ówczesna angielska scena była zdominowana przez
hard core i crust, grind core i death metal wypłynęły dopiero w połowie
lat 80.
Shane Embury: Pochodzę z bardzo małego miasteczka w środkowej Anglii, niedaleko
Birmingham, jakieś 40 mil. Miałem wówczas kilku przyjaciół, z którymi
słuchaliśmy ostrej muzyki. Nikt nie podzielał naszych zainteresowań,
dlatego aby zobaczyć zespoły musiałem daleko jeździć do większych
miast. Nie było to wówczas łatwe. Było nas ledwie 2-3, więc czuliśmy
się nieco odizolowani. Dziś ciężka muzyka jest dużo bardziej popularna,
niż wtedy. Pamiętam, że inne dzieciaki śmiały się z nas i mówiły „wasza
muzyka jest gówniana”. Zaczynałem od Venom, ale mój dobry kolega, który
słuchał punka zainteresował mnie punkiem. Gdy więc poznałem punka
zdałem sobie sprawę, że ta muzyka jest bardzo podobna do tego, czego
słuchałem wcześniej i na czym się faktycznie wychowałem. Zacząłem
słuchać Expolited, GBH, Discharge i tego typu zespołów. Jeździłem do
Newcastle czy później do Birmingham, gdzie wówczas grał
Napalm Death,
Heresy, Concrete Sox. To był chyba 1986. W klubie Mermaid poznałem masę
zespołów i osób. To było świetne miejsce, grało tam wiele zespołów - Sacrilege, DRI, Antisect, Chaos UK i wiele innych. Mermaid było również
dla nas wszystkich dobrym miejscem spotkań. Dziś mieszkam jakieś 10
minut od Mermaid. Teraz jest tam indyjska knajpa (śmiech).
DarkPlanet: Zaczynałeś jako perkusista. Dlaczego zacząłeś grać na basie?
Shane Embury: To
Napalm Death zrobili ze mnie basistę (śmiech). Pierwotnie miałem
grać na gitarze, po odejściu Justina poprosili mnie bym zajął jego
miejsce. Ostatecznie jednak zrobił to Bill z Carcass, a ja dołączyłem
zaraz potem jako basista. Teraz jestem zbyt leniwy żeby wrócić do gry
na perkusji.
DarkPlanet: Jest dla mnie fenomenem, że
Napalm Death wydał tylu znakomitych
twórców muzyki alternatywnej - Justina Broadricka, Nika Bullena, Micka
Harrisa wraz z ich licznymi zespołami i projektami, nie mówiąc już o
Meathook Seed czy Blood From The Soul. Potrafisz to wyjaśnić? Być może
grind core jest mieszanką, która w naturalny sposób prowadzi do innych
form muzycznej ekspresji?
Shane Embury: Coś w tym jest. Prawdą jest również, że wszyscy w
Napalm Death słuchali
bardzo różnej muzyki, dlatego było chyba naturalnym, że każdy chciał
spróbować czegoś innego. Justin był wielkim fanem muzyki, kochał
Killing Joke. Zawsze chciał stworzyć coś nowego. Mickey interesował się
agresywnym techno, drum'n'bas czy ambientem. Myślę że był to dla nich
naturalny kierunek. Sam gdybym nie dołączył do
Napalm Death pewnie
grałbym nieco inną muzykę. Tak czy inaczej mam wiele różnych projektów,
które mnie rozmaicie zajmują.
DarkPlanet: Jak to się stało, że dołączyłeś do
Napalm Death w 1987, zaraz po
nagraniu "Scum", a nie rok wcześniej, w czasie nagrań strony B tej
płyty?
Shane Embury: Nik Bullen, oryginalny wokalista poprosił mnie o to i w rzeczywistości
dołączyłem już wtedy do
Napalm Death, ale byłem bardzo młody i chyba
straciłem wówczas trochę zapału i chęci, dlatego do zespołu dołączył
Bill. Utwór "Practice What You Preach", który trafił na drugą płytę
Napalm Death "From Enslavement To Obliteration" napisałem właśnie w
tamtym czasie, pomiędzy nagraniem strony A i B "Scum".
DarkPlanet: W podziemiu krąży od lat cała masa bootlegów z materiałem
poprzedzającym "Scum". Nie myślałeś żeby wypuścić te kawałki na jakiejś
kompilacji?
Shane Embury: Wydaje mi się, że Nik to kiedyś wyda, ja na pewno tego nie zrobię. On
posiada oryginalne nagrania, więc być może wypuści to w mojej wytwórni (FETO Records, przyp. Bonny) o czym już kiedyś rozmawialiśmy.
Prawdopodobnie będę się z nim widział w tym miesiącu, zapytam go o to.
DarkPlanet: W 2006 Earache wypuściło specjalne wydanie Scum z okazji 20
rocznicy premiery tego albumu wzbogacone o materiał dokumentalny na
temat tamtego okresu. Czy to prawda, że tylko Mick Harris zgodził się
wziąć w tym udział, a reszta muzyków nagrywających "Scum" odmówiła?
Shane Embury: Tak. Nik i Justin nigdy nie dostali od Earache żadnych pieniędzy za "Scum", więc to olali. Lee zrobił dokładnie to samo. Mimo że na
przestrzeni tych lat wiele ludzi miało złe doświadczenia z Earache, to
Mickey chcąc chyba pomóc Earache był jedyna osobą, która zgodziła się
wziąć w tym uczestniczyć. Ja ostatecznie nie brałem udziału w
nagraniach "Scum", więc nikt mnie o to nie prosił.
DarkPlanet: Minęło przeszło 20 lat odkąd dołączyłeś do
Napalm Death i ponad 25
jak jesteś aktywny na scenie. Nie myślałeś kiedyś by dać sobie z tym
spokój i zająć się czymś innym?
Shane Embury: Nigdy nie brakowało ciężkich chwil, dla mnie samego, jak i dla zespołu.
Takie jest życie. Trzymamy się jednak razem i dlatego udaje się nam
ciągnąć ten wózek, mimo że czasem ludzie uważali, że powinniśmy
przestać to robić. Dzięki temu nawet w mrocznych momentach udało się
nam przetrwać. Był czas, że byliśmy całkowicie bez pieniędzy, ale upór
i chęć przetrwania się nam opłaciły (śmiech).
DarkPlanet: Byłeś bądź nadal jesteś związany z wieloma zespołami. Jak
znajdujesz czas na układanie nowych kawałków, próby, koncerty i
wreszcie na bycie w tym samym czasie podporą i głównym kompozytorem w
Napalm Death?
Shane Embury: Wiesz, utwory i pomysły zapisuję, gdy jestem w domu. Korzystam z
wolnego czasu, gdy nie ma mnie na scenie. Robienie muzyki sprawia mi
wielką przyjemność, również z przyjaciółmi. Lubię spędzać czas w ten
sposób. Mam teraz nowy heavy metalowy projekt.
DarkPlanet: Powiedź coś więcej na ten temat.
Shane Embury: Nazywa się Absolute Power. Prowadzę go z moim przyjacielem, producentem
m.in. płyt Paradise Lost Simonem Efemy, który tutaj jest wokalistą.
Muzycznie to klasyczny heavy metal z lat 80. Gram na basie, nagrałem
również kilka ścieżek gitary. Na naszym profilu MySpace możesz zapoznać
się z tym projektem:
www.myspace.com/absolutepoweruk
DarkPlanet: Chciałbym cię teraz zapytać o Blood From The Soul. Gdy
rozmawialiśmy kilka lat temu powiedziałeś mi, że planujesz nagranie
drugiego albumu, wespół z Mirai z Sigh. Czy to nadal aktualne? Czego
możemy się spodziewać po nowym materiale?
Shane Embury: Tak, to aktualne. Rozmawiamy o tym, ale obaj jednak jesteśmy bardzo
zajęci. To będzie coś zupełnie innego od pierwszej płyty. Coś pomiędzy
Coil a muzyką ze starych horrorów. Teraz mamy już trochę materiału,
mniej więcej cztery gotowe utwory, potrzebujemy tylko czasu, żeby to
ukończyć. Mirai mieszka w Japonii, ja jestem tutaj, więc to trochę
trudne dla nas, by dokładnie przedyskutować idee jakie mamy. Mam
nadzieję, że podczas mojego najbliższego pobytu w Japonii uda się nam
dokończyć ten album. Jako że muzyka będzie się bardzo różnić od tego,
co było na pierwszej płycie, to nie wiem, co ludzie będą o tym sądzić.
Uznałem jednak, że dobrze będzie zachować starą nazwę, którą bardzo
lubię. Kiedy wrócę do domu może wrzucę na MySpace jeden nowy kawałek.
DarkPlanet: Następne pytanie jest może nieco przewrotne. Czy nadal potrafisz
słuchać starych zespołów z takimi samymi emocjami jak kiedyś, gdy byłeś
nastolatkiem? Czasem wydaje mi się, że w muzyce, której kiedyś
słuchaliśmy, dzisiaj jest więcej sentymentów, niż rzeczywistej jakości.
Shane Embury: I tak i nie, to zależy od nastroju. Kiedy wypiję kilka piw zawsze lubię
posłuchać "Heaven And Hell" Black Sabbath i pomachać głową przy "Neon
Knights". Kocham ten kawałek. Wiele starych utworów ma dla mnie
szczególną wartość. Mimo że nie zawsze mam na nie ochotę, to lubię
czasem się przy nich poczuć tak jakbym znowu miał 18 lat, mimo że już
tak nie jest (śmiech). Tak czy inaczej nadal lubię wracać do starej
muzyki.
DarkPlanet: Mógłbyś w kilku słowach scharakteryzować Dannego, Mitcha i Barney'a?
Shane Embury: Danny nie zawsze słucha, co się do niego mówi, ale z pewnością ma złote
serce, jest dobrym duchem. Mitch świetny kumpel, który ma wybuchowy
charakter. Barney to najbardziej rozsądny człowiek w zespole, zawsze
bierze dwa prysznice na dzień.
DarkPlanet: A co powiesz o sobie?
Shane Embury: Przez całe życie mówię, że coś zrobię i na ogół tego nie robię. Gdy
przychodzi jednak czas na tworzenie muzyki jestem zawsze szalenie
zmotywowany. W innych sytuacjach jestem leniwy i nigdy nie mogę
doprowadzić do końca tego, co zaplanowałem, np. nauczyć się prowadzić
samochód albo schudnąć.
DarkPlanet: Wobec tego to muzyka jest chyba sensem twojego życia.
Shane Embury: Zdecydowanie! Dobra i zła (śmiech).
DarkPlanet: Ostatnie pytanie może się wydać ci nieco niepoważne, ale nic to. Powiedz Shane jaka jest twoja największa wada?
Shane Embury: Lubię się napić i za dużo zjeść. Czasem zdecydowanie za dużo imprez i
szaleństwa. To chyba wszystko, proste nieprawdaż? Mam już swoje lata,
powinienem uważać na siebie, bo nigdy nie wiesz, co może cię spotkać.
DarkPlanet: Dzięki za rozmowę! Jeśli chciałbyś coś dodać do tego co wyżej to ostatnie słowa należą do ciebie.
Shane Embury: Również dziękuję za twój czas i
wywiad. Dzisiejszy koncert był
bardzo dobry, było naprawdę gorąco. Mam nadzieję, że pod koniec roku
znowu przyjedziemy do Polski. W lutym wychodzi nasza nowa płyta, więc
liczę, że wtedy zagramy więcej nowych utworów. Dzięki.