Liczyłam, że "
Lichtgestalt" będzie kontynuacją "Echos", a tutaj mamy ukłon w stronę "Fassade" albo odważę się powiedzieć że i do "Stille". Na płycie mamy osiem utworów (powiedzmy osiem, tak naprawdę jest jeszcze minutowa pauza i inna wersja "Party Is Over" ).
Zacznijmy od początku, "Sapphire" bardzo intrygujący utwór, zapowiada sie niezwykle spokojnie, wręcz sennie, a potem mamy piękne gitary, oj zrobiło to na mnie astronomiczne wrażenie. "Kelch Der Liebe" chyba mój faworyt na tej płycie, bardzo dynamiczny, no i z cudownym, acz nieco banalnym tesktem (życie bez miłości nie jest życiem). Potem tytułowy "
Lichtgestalt", strasznie podoba mi się teledysk do tego utworu, ogólnie mówiąc bardzo przyjemny, do poskakania. "Nachtschatten" początek mnie strasznie męczy, ale końcówka robi ogromne wrażenie, jest bardzo emocjonalnie zaśpiewana. "Last Goodbye" - przeraził mnie nieco tytuł, tutaj przemyka trochę klimatu z "Echos", kawał ładnej roboty, przypadł mi do gustu. "Party Is Over"- kocham tekst tego utworu, po prostu kocham, może i to jest rzewne, może Tilo miauczy, ale to jest po prostu cud- miód. "Leuzte Ausfahrt: Leben" nic specjalnego. Nie przepadam za tym kawałkiem, najsłabszy na płycie. No i "Hohelied der Liebe" - czternastominutowe dzieło sztuki, przebija na głowę "Sanctus" z "Elodii". Wzruszający, momentami przypomina mi muzykę z "Gwiezdnych Wojen". Nie wiem zupełnie czemu. Podsumowując płyta warta przesłuchania nie tylko dla fanatyków.
Ocena: 9/10
Wydawca: Hall Of Sermon Records (2005)