Po przesłuchaniu płyty odnieść można wrażenie, że zespół trochę
pospieszył się z nagrywaniem tej płyty, gdyż zwyczajnie jest słabsza od
debiutu. Utwory wydają się nieco osowiałe i bez wyrazu. Słuchając tych
ośmiu (na edycji remasteryzowanej dziesięć) utworów nie mogę oprzeć się
wrażeniu, że zabrakło trochę werwy i czegoś co sprawiłoby, że te
kawałki "chwytają". Tym razem jedyną rzeczą, która ujmuje to
mistrzowskie instrumentarium, po raz kolejny mocno nawiązujące do
jazzu. Zaznaczyć także trzeba, że jako całość "
In The Wake Of Poseidon"
jest bardziej jednorodna stylistycznie niż debiut.
Następca
"In The Court Of The Crimson King", choć nie jest albumem złym, to
jednak nie dorównuje poprzedniemu. Oczywiście krążek odniósł wówczas
sukces, ale patrząc na twórczość zespołu z perspektywy lat, nie był to
album, który przedstawiał muzykę w innym świetle. Nie miał tej
surrealistycznej nuty "Lizard", smyczkowego ducha "Larks' Tongues In
Aspic", ani metalowego wręcz "Red" i dlatego o nim się mało mówi i go
nie docenia. Z drugiej jednak strony "
In The Wake Of Poseidon" zawierał
muzykę o wiele odważniejszą od rynkowej konkurencji i jest to chyba
jedyny argument uzasadniający mimo wszystko bardzo dobre opinie o nim.
Wydawca: Island Records (1970)