Zacznijmy od tego, że
Interment w żaden sposób nie sili się na oryginalność i innowacyjność. Spędzając 36 minut z pełnym debiutem Szwedów przypominać się nam będą złote czasy tej sceny. W muzyce
Interment usłyszymy niemal wszystko czym czarował Grave na dwóch pierwszych płytach, usłyszymy mocarny growling łudząco podobny do najlepszych gardłowych dokonań L.G. Petrova (czyli z czasów "Left Hand Path"), usłyszymy bardzo nisko strojone, rzężące gitary, oraz klasyczne tempa odarte z jakichkolwiek ozdobników.
Dziewięć utworów zamieszczonych na tym wydawnictwie charakteryzuje się bardzo prostymi strukturami, w których próżno szukać jakichkolwiek ulepszaczy. Nawet brzmienie - brudne, miejscami archaiczne z wokalem i perkusją na pierwszym planie odwołuje się do złotych czasów początku lat 90-tych. To co podoba mi się w tym wydawnictwie to fakt, ze słuchając tych kawałków nie odnosi się wrażenia, że wszystko jest do siebie podobne. Owszem, schematyzm jest tu rażący, ale każdy kawałek ma swoja tożsamość. Prędzej zarzuty można kierować pod adresem tego, że wiele harmonii i rozwiązań, które tu znajdziemy stosował Grave czy Dismember przed dwudziestu laty.
Nie da się ukryć, że
Interment to jedynie naśladowcy i na dobrą sprawę druga liga szwedzkiej sceny. Niemniej jednak, z tej roli muzycy wywiązali się wzorowo dostarczając porcję solidnego, klasycznego
death metalu zagranego ze sporą werwą. Oczywiście, że to wszystko już słyszeliśmy wielokrotnie, ale "
Into The Crypts Of Blasphemy" należy do tych lepiej opracowanych wydawnictw, która doskonale oddają ducha tamtych czasów. Jeśli chodzi o wartość muzyczną, płyta ta zapewne będzie jedynie suplementem w kolekcji. Jednak Ci, którzy pasjonują się tą sceną i cenią wkład
Interment w jej rozwój powinni się w ten album zaopatrzyć.
Tracklista:
1. Eternal Darkness
2. Torn from the Grave
3. Dreaming in Dead
4. Stench of Flesh
5. Where Death Will Increase
6. Sacrificial Torment
7. Night of the Undead
8. Morbid Death
9. The Pestilence
Wydawca: Pulverised (2010)