Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Cryptopsy - None So Vile

Cryptopsy, None So Vile, brutal metal, death metal, technical metalPrzyjęło się uważać, że rok 1993 był końcem złotej ery death metalu. Po tym okresie zainteresowanie gatunkiem, jak i liczba wartościowych wydawnictw spadła, a wiele formacji pałających się takim graniem przestało istnieć, lub nie potrafiło ewoluować w takim stopniu, aby być znaczącą marka na rynku. Nowych twarzy także było jak na lekarstwo, a zdecydowana większość prób zaistnienia w metalowym światku kończyła się fiaskiem - zespołom nie tylko brakowało zainteresowania ze strony promotorów, ale także pomysłów i umiejętności. Tego nie można powiedzieć o kanadyjskiej formacji Cryptopsy, która w mocno zmienionym składzie, w 1996 roku wydała album, który bezsprzecznie po dziś dzień uchodzi za ideał brutalnego i technicznego death metalu.
Tytuł "None So Vile" doskonale oddaje zawartość płyty. Żadna pozycja w tym nurcie nie była naładowana tak potężną dawką ohydy i wstrętu. Dan "Lorm Worm" Greening, Flo Mounier, Eric Langlois i Jon Levasseur wprowadzili death metal nie tylko w nowe rejony brutalności, ale stworzyli swój własny brand technicznego grania, zupełnie inny od tego jakim czarowały wcześniej Death, Atheist czy Pestilence.

Kanadyjczycy za punkt wyjścia postawili sobie takie takie klasyki jak "Legion" Deicide, "Onward To Golgotha" Incantation czy "Symphonies Of Sickness" Carcass. Mając w szeregach naprawdę utalentowanych instrumentalistów, Cryptopsy jeszcze bardziej zbrutalizowało dokonania w/w zespołów. Oczy muzycznego swiatka skierowane zostały tutaj głównie na osobe perkkusisty - Flo Mounier nie tylko czarował (i czaruje nadal) monstrulaną prędkością, ale i rewelacyjnym warsztatem przez co całkiem zasłużenie stał się jedną z największych ikon perkusji w metalowym swiatku.

Nie można umniejszć tutaj roli pozostałych muzyków. Jon Levasseur serwuje naprawdę ciekawe, rytmiczne i pomysłowe riffy, kora raz świdrują żołądek słuchacza, innym razem wygrywają tak cieżkie i rytmiczne motywy, że słuchacz ma możliwosc poznania zawartosci swoich koszek. Atonalne solówki, niesamowite zmiany tempa, potężne przyspieszenia, walcowate zwonienia, a całosc naszpikowana gęstym basem langloisa, kóry przebija sie przez ścianę dźwięku. oczywiscie należy takze wspomnieć o wokalu Lorma Worma, który operuje nie tylko piskliwym skrzekiem, grindowymi bulgotami, jak i przeokrutnie niskim, kompletnie niezrozumiałym growningiem.

I może "None So Vile" byłby zwykłym brutal death metalowym wydawnictwem, gdyby nie to, że płyta po prostu kipi pomysłami. Otwierający "Crown Of Horns" od pierwszych dźwięków udowadnia, ze to bedzie nowa jaksć death metalu - TA prękosć, TA agresja, TA brutalność, TEN ciężar - żaden inny zespół nie osiągnął przedtem tego efektu. Gruindujące motywy w "Graves Of The Fathers", przegenialne zwolnienia w "Benedictine Convulsions", systematycznie zwiększanie tempa w "Phobofile" czy krystalicznie czyste riffy w kalsycznym "Slit Your Guts" to tylko część przykładów.

Drugi album Cryptopsy ma wszystkie atuty, kóre czynią go płytą kalsyczną, ikoną, punktem odniesienia dla młodszych artystów. Po dzis dzień ten album może stanowić (i stanowi) ideał jeśli chodzi o połączenie brutalnego i technicznego grania. Nie jest to plyta dla każdego, nie każdy będzie potrafił poradzić sobie z jego intensywnością, nie każdy zaakceptuje ten typ wokalu. Nie zmienia to jednak faktu, ze 30 minut zamknięte w 8 odsłonach w wykonaniu Cryptopsy to kamien milowy w ekstremelnym graniu, ideał, do którego praktycznie nikt sie nie zbliżył.

Tracklista:

1. Crown of Horns
2. Slit Your Guts
3. Graves of the Fathers
4. Dead and Dripping
5. Benedictine Convulsions
6. Phobophile
7. Lichmistress
8. Orgiastic Disembowelment

Wydawca: Wrong Again Records (1996)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły