Zawartość "Diabolic Impious Evil" najprościej określił bym jako cos pomiędzy starym Deicide a Vaderem - tyle ze
Azarath gra o wiele surowiej. Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani lawina dźwięków utrzymanych w naprawdę zawrotnym tempie. Nie sposób jest omawiać każdy utwór po kolei, gdyż w każdym utworze zostaniemy zasypani blastami, nasz słuch zostanie zniszczony przez prujace gitary, a nasz wewnętrzny spokój zostanie zburzony przez złowrogie pomruki wokalisty raz po raz przeplatane iście piekielnym, szyderczym wrzaskiem. Nie ma żadnego sensu doszukiwać się jakiegokolwiek piękna w tych dźwiękach. To jest zwyczajne nieskomplikowane, bezpośrednie i bardzo brutalne granie, które jest jedynie soundtrackiem do bałwochwalczych liryków. Gdybym miał faworyzować jakieś utwory to wymieniłbym nieco ponad półtoraminutowy "For Satan My Blood" - chyba najszybszy numer na płycie, nieco bardziej chwytliwy "Screamin' Legions Death Metal" czy zamykający płytę, odrobinę epicki "Goathorned's Revenge". Brzmienie jest lepsze niż na poprzednich albumach, ale i tak odnoszę wrażenie, ze werbel jest za słabo, a talerze za mocno naglosnione.
Płytę ta polecam tylko i wyłącznie miłośnikom prostoty i brutalności, którzy dostają spazmów słysząc taka sieczkę, bowiem najnowsze dziecko
Azarath to naprawdę ciężar i prędkość, którą nie każdy musi strawić.