Wracać wciąż do domu Le Guin
Paradoks
Recenzje :

The Locust - Plague Soundscapes

Amerykanie to naród ogromnej mieszanki kulturowej, a także kilka stanów posiadających wlasny muzyczny folklor. Jednym z takich stanów jest Kalifornia, i naprawdę przedziwne to miejsce, zaczynając od posady gubernatora, na zespołach grind metalowych kończąc.
The Locust jest jedna z najbardziej chorych, kosmicznych, jajcarskich, kapel grindcore jakie kiedykolwiek było mi dane słyszeć! Balans na granicy absurdalnego łomotu, skrzek wokalisty i keyboard wydający dźwięki rodem ze szpitala psychiatrycznego o zaostrzonym rygorze. Obłęd.

Całość płyty "Plague Soundscapes" składa się z 23 kompozycji o czasie trwania nie przekraczającym półtorej minuty … totalna masakra z biegiem kolejnych przesłuchań nabiera jednak charakteru, a za piątym razem doznaje wizji narkotycznych niczym panowie z Las Vegas Parano. Tytuły są komiczne, absurdalnie śmieszne, a okładka płyty przypomina świat przez różowe okulary końca lat sześćdziesiątych.

Świetna płyta na początek dnia… naprawdę daje więcej radochy niż słuchanie reggae. Kiedy przy dzwiekach innych grindcore'owych zespołów chce się dewastować cokolwiek będzie na naszej drodze, tak przy płycie "Plague Soundscapes" gęba mi się śmieje bez przerwy.
Phil Anselmo i jego Superjoint Ritual nagrali "Use Once And Destroy" i taka właśnie myśl nasuwa się kiedy słucham The Locust "Plague Soundscapes". W razie potrzeby stłuc szybkę.

Wydawca: Anti Records (2003)
Komentarze
Harlequin : No jakos nie ruszył mnie ten Locust :? jajcarskie to jest, ale ja takiej muzy nie...
Harlequin : Trauma zarzucona, a Locust pociągło i jutro zrobimy odłuch :twisted:
Harlequin : szczerze powiedziawszy to nawet Traumy nie słyszałem ... a Contempta...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły