Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Pestilence - Spheres

Często zachwycamy się zespołami, których muzyka z płyty na płytę ewoluuje łamiąc kolejne granice. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że Pestilence jest tym zespołem, którego muzyka rozwijała się najszybciej. Zaczynali od niezbyt ciekawego thrash/death metalu, poprzez standardowy death metal, aż po techniczna jego odmianę. To jednak, co prezentuje zawartość "Spheres" przerasta najśmielsze oczekiwania.
"Spheres" wydaje się być bratem bliźniakiem Cynic "Focus". Obie płyty zostały wydane w tym samym czasie i obie wykraczają daleko poza standardy death metalu – tyle, że Pestilence posunął się o wiele dalej. Materiał zawarty na "Spheres" nie jest tak techniczny i brutalny jak poprzedni krążek zespołu, ale jest zdecydowanie bardziej progresywny i udziwniony. Od razu zwraca uwagę duszne, schizofreniczne brzmienie - instrumenty brzmią metalicznie, a wokalista brzmi jakby śpiewał w małym, zamkniętym pomieszczeniu. Pomimo specyficznego, niekoniecznie przyswajalnego brzmienia należy przyznać, że idealnie pasuje ono do muzyki. A ta jest przesycona cybernetycznymi odgłosami, syntezatorami gitarowymi, jazzowym basem Van Thesselinga. Urzekające, delikatne melodie wprowadzające nas raz w kosmiczny, raz w hawajski nastrój przenikają się z cięższymi riffami. Tym razem solówki stanowią podrzędną role w tych utworach.
Ogólnie "Spheres" może sprawiać wrażenie przekombinowanej, przesyconej udziwnieniami i specyficznymi melodiami, przez które ciężko jest się przegryźć. Do odważnych świat należy, a Pestilence eksplorował miejsca, w które zajrzał tylko Cynic. I choć nie będę ukrywał, ze "Spheres" jest albumem słabszym od dzieła Cynic, to jestem pełen podziwu dla wizjonerstwa muzycznego zespołu. Jest to zdecydowanie najlepszy album zespołu i niewątpliwie jeden z najbardziej oryginalnych krążków jakie ludzkość słyszała. Nie dziwi mnie także fakt, że album ten ma tyluż zwolenników co przeciwników, jako że "Spheres" jest jednocześnie jednym z najtrudniejszych, ale też i najbogatszych muzycznie krążków.

Wydawca: Roadrunner Records (1993)
Komentarze
Harlequin : mam to. ot tak prog pod Dream Theater. Zagrane sprawnie, ale bez rewelacji :P
Harlequin : i tak robi to bardziej piorunujace wrazenie niz 90% kapel napierdalajacych bemy...
Harlequin : Portal bardzo przyjemny jest :) ciag dalszy wizjonerstwa :)
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły