Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Kings Of Leon - Because Of The Time

Mamy do czynienia już z trzecią płytą zespołu, który tworzy rodzina Followilów. Jej tytuł "Because Of The Times" nawiązuje do ceremonii religijnej, w której uczestniczą dorastający chłopcy. Już od początku możemy zwrócić uwagę na to, że panowie opanowali do perfekcji sekcję rytmiczną i grają prawdziwy z krwi i kości rock'n'roll.
Warto jeszcze wtrącić coś o wyglądzie panów Followilów, który to obraz może być dosyć istotny dla ludzi nieznających ich image'u. Wyglądają oni jak żywcem wyjęci z amerykańskiego filmu drogi. Zresztą do takich skojarzeń można dotrzeć słuchając samej płyty, bo gdy ją przesłuchuję któryś raz z kolei, czuję się za każdym razem, jakbym siedziała w jakimś rozklekotanym amerykańskim samochodzie i z rozwianymi włosami jechała po prostych, jak to w Ameryce drogach. Oczywiście słuchając recenzowanej płyty.
Co do samej zawartości płyty… Hmm… Kiedyś byli porównywani do The Strokes. Teraz na pewno te porównania się tak szybko nie skończą, ale można pokusić się o stwierdzenie, że są od nowojorskich dzieciaków lepsi. Przynajmniej udowadniają to na nowej płycie.

Płyta zaczyna się utworem "Knocked Up". Co do tekstu jest to zwykła opowieść o młodej dziewczynie, która zachodzi w ciąże i musi wyjechać z miasta, gdyż nie może tej sytuacji zaakceptować rodzina. Kolejnym na płycie jest "Charmer", z niepokojąco, rozdzierającym krzykiem. Znany już singiel "On Call" przykuwa do fotela z rozbrajającą mocą, ale także lekkością, cokolwiek to znaczy. "My Party" śpiewany jest przez Caleba (wokalistę), jakby przez jakieś urządzenie zniekształcające głos, ale trzeba przyznać, że w refrenie to znamienne" "łuuuuuuuuu", śpiewane przez chórek, dodaje piosence lekkości, o którą trudno w zamęcie brzęczących gitar. Już do końca płyty jest niepokojąco, ale z momentami wytchnienia (The Runner, Trunk, Arizona).

Co tu dużo mówić, postarali się chłopcy. Może to pokrewieństwo sprawiło, że stworzyli oni coś tak zacnego do posłuchania? Ważne, że nie boją się oni eksperymentować, co szczególnie kieruję w stronę wokalisty, który tak odważnie bawi się swoim głosem. Raz przeradza się on w krzyk, potem nagle łagodnieje… Nie obejdzie się oczywiście bez porównań (wspomniane już The Strokes, a także Editors, The White Stripes). Jednak wcale nie ciążą one na płycie. Zespół jest oryginalny, o co trudno w dzisiejszej muzyce. Skoro nawet Joe Cocker pochwalił ich dokonania, to czego tu się czepiać…?

Wydawca: Sony BMG (2007)
Komentarze
Stary_Zgred : Jako osoba nieobiektywna, bo chyba uzależniona od tej przeraźliwie łapl...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły