Paradoks
Ohlsson
Relacje :

Iron Maiden: A Matter Of Life And Death Tour - Dortmund, Niemcy (08.12.2006)

Moja podróż na koncert zaczęła się już w środę wyjazdem do Szczecina, gdzie mieszka mój kuzyn, wielki fan Żelaznej Dziewicy. Następnego dnia rano ruszyliśmy do Niemiec. Mieliśmy wynajęty hotel ok. 20km od Dortmundu w miejscowości Schwerte. W dzień koncertu ok. 16 ruszyliśmy pod halę, gdzie miał odbywać się koncert. Łatwo znaleźliśmy kompleks Westfalenhalle (jest tam ok. 8 hal!). Wprawdzie parking jeszcze był pusty, jednak przed wiejściem oraz przy stoisku z oficialnymi gadżetami tłoczyło się sporo osób. Okazało się, że jednym z obsługujących stoisko jest Polak. Kupiliśmy wspólnie z kuzynem kilka koszulek, zapakowaliśmy do samochodu... Następnie wycieczka na miasto, aby zjeść co nieco i kupić parę browców do hotelu (ceny hotelowe są straszne). Ok. 19 weszliśmy do hali, zwiedziliśmy ją dokładnie, łącznie z gadżetowymi stoiskami (przed wejściem wszystkie gadżety nie były wystawione).
Ok. 19:30 zaczęła grać Lauren Harris (córeczka Steve'a - lidera i basisty z Iron Maiden). Dziewczyna ma wspaniały wokal i muzykę, prezentowała także całkiem sympatyczną, prowokowała publikę do zabawy. W jej zespole grał bardzo charyzmatyczny perkusista, który co rusz popisywał się jakimś podrzucaniem pałki.

Po szybkiej zmianie sprzętu zagrał gość specjalny czyli zespół Trivium. Nie słyszałem wcześniej tej formacji, ale miałem wrażenie, iż muzyka i barwa głosy wokalisty przypominały Metallikę. Publika przy tym występie bawiła się całkiem nieźle, wszyscy już się "palili" na wyjście gwiazdy wieczoru - Iron Maiden.
 
Po przygotowaniu sceny i kilkuminutowym oczekiwaniu usłyszeliśmy pierwsze nuty Intra (po raz kolejny "Doctor Doctor"). W między czasie zauważyliśmy na podwyższeniah sceny umieszczone były wielkie reflektory przeciwlotnicze (takie jakie używano w II wojnie światowej do podświetlania celu), nad sceną zwisał manekin żołnierza-spadorchroniarza.
Następnie zauważyliśmy Nick'a za perkusją i zaczęło się. Oczywiście na początek "Different World". Świetny kawałek na rozpoczęcie koncertu. Następnie w kolejności z płyty poleciał "These Colours Don't Run" - w tym utworze Eddie występował (płachta za sceną) w podobnej do Trooper'a pozie, tylko w mundurze jakby z II wojny światowej i z bagnetem zamiast szabli oraz obowiązkowo z brytyjska flagą.

Kolejny był "Brighter Than A Thousand Suns", który wyszedł lepiej niż na płycie, dalej "The Pilgrim". Przed "The Longest Day" płachta zza sceny zmieniła się jakby w stronę z gazety z artykułami o lądowaniu w Normandii (zgodnie z tematyką utworu). W połowie kompozycji z góry spadły jeszcze dwa manekiny spadochroniarzy i zawisły za perkusją, a na koniec utworu zniknęły za sceną.
Spodziewałem się, że "Out Of The Shadows" wyjdzie słabo, ale myliłem się - na koncercie zabrzmiał bardzo dobrze. "The Reincarnation Of Benjamin Breeg" wyszedł wręcz wspaniale, łącznie ze śpiewem publiki. "For The Greater Good Of God" był niesamowity, szczególnie, że stałem koło odsłuchów Steve'a i jego gra mnie po prostu poraziła. Całkiem nieźle zespół zagrał "Lord Of Light i The Legacy", choć techniczni Adriana mieli problem z jego akustykiem.

Następnie przyszedł czas na dobrze znane hity: na pierwszy ogień poszedł "Fear Of The Dark" ze wspaniałym śpiewem publiki, potem zagrano hymn czyli Iron Maiden, podczas którego zza sceny pojawił się wielki czołg, obrócił lufę w stronę widowni, a z włazu wyszedł Eddie czołgista patrzący przez lornetkę. Zespół rozrzucił parę gadżetów jak zwykle (prawie złapałem pałkę Nicka, ale ochroniarz, gdy spadła przed nim, podał ją dziewczynie, która dzielnie stała przy barierce przede mną).
Po powrocie na bis Ironi wykonali "Two Minutes To Midnights" (rozpoczęte znowu jak za dawnych czasów przez Adriana, trzeba jednak powiedzieć, że Janick nie robił tego gorzej). Drugim bisem był "The Evil That Man Do", w czasie którego około 3,5 m Eddie wyszedł na scenę w mundurze wojskowym i z karabinem w ręku. Na koniec nietypowo Brytyjczycy zagrali "Hallowed Be Thy Name". Dave rzucił kostkami, ochroniarz znowu podał jedną koleżance przede mną, zresztą frotkę Nicka, która znowu przeleciała blisko mnie też (szczęściara).
 
Muszę stwierdzić, że Iron Maiden dalej  jest w super formie - kto twierdzi inaczej, niech koniecznie wybierze się na koncert. Ja juz sam nie mogę się doczekać kolejnych  występów tego zespołu, ale prawdopodobnie już za pół roku odbędzie następna trasa po letnich festiwalach Open Air.
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły