Wreszcie zespół wkroczył na scenę i z miejsca wziął się do roboty, a
wokalistki w ułamku sekundy przejęły władzę nad publicznością. Pierwszą
część koncertu oglądaliśmy z balkonu, i muszę przyznać, ze każdemu
artyście scenicznemu życzę TAKIEJ publiczności i takiej z nią
interakcji. Fani różnych odmian rocka, metalu i
folku szaleli razem pod
sceną, śpiewali, nie obyło się także bez crowd-surfingu. Pewien
sympatyczny pan uprawiał nawet coś, co nazwałyśmy roboczo z Aphrą "fotografią ekstremalną", a wyglądało to następująco - człowiek
usiłował stać niewzruszenie pod sceną próbując ignorować wszechobecne
(wskakujące na niego) pogo; koniec końców położył się na scenie na
plecach i w ten sposób, miejmy nadzieję, uzyskał wymarzone kadry nie
uszkodziwszy sprzętu.
Sam koncert składał się z dwóch części oraz bisów, Druga część również
rozpoczęła się mocnym wejściem ("Oko Dybuka" i "Wiły"), gdzie radość
publiczności osiągnęła apogeum. Wówczas staliśmy już w dolnej części
Blue Note'a, gdzie atmosfera porwała nawet tak mało metalo
folkową
Mircallę jak ja i przyłączyłam się do śpiewów: "Od nocy do ranka czekam
na kochanka..." Pod koniec koncertu, niczym podniosły manifest,
zabrzmiał "
Żywiołak", grając na pewnej nucie, która przypomina o
jakiejś więzi między stuleciami, więzi z naszym skrawkiem Europy, o
identyfikacji z tradycją ludową, niekoniecznie chrześcijańską... w
granicach rozsądku, których zespół nie przekracza, jest to bardzo
romantyczne i potrzebne.
Reasumując: owego jeszcze zimowego wieczoru usłyszeliśmy utwory nie
tylko z płyty "Nowa Ex-Tradycja", ale także mniej znany materiał
(czyżby zwiastun kolejnej płyty?) w bardzo żywioł(ak)owym wykonaniu,
doskonale przyjętym przez publiczność. Kto nie był - niech żałuje i
przygotowuje się do nadchodzącej wielkimi krokami drugiej edycji
poznańskiego festiwalu Ethno Port, która w Starym Korycie Warty gościć
będzie między innymi
Żywiołaka.