Vomitory to jeden z tych bandów, które nie oglądają się
specjalnie na trendy obecnie panujące, a grają swoje i kropka. Death metalowcy
ze Szwecji serwują słuchaczom ósme już dzieło długogrające, które ma
przypominać, że death metal ciągle ma się dobrze. Czy faktycznie ma się dobrze,
to już każdy odpowiedzieć musi sobie sam, ja postaram się po krótce przybliżyć
zawartość krążka.
Album o tytule „Opus Mortis VIII” miał premierę 23 kwietnia 2011 i wydany został przez Metal Blade Records. Na krążku znajduje się 10 kompozycji dających w sumie 36 minut konkretnego i intensywnego grania. Na początek rzuca się w oczy bardzo fajna okładka. Widać że zespół pomyślał żeby wziąć pod uwagę też oprawę graficzną, dlatego płyta wygląda smakowicie. W kwestii produkcji jest tak jak być chyba powinno. Po odpaleniu krążka daje się słyszeć dobry miks, czysto gadające instrumenty, fajny bas i mięsiste gitary z odrobinką brudu. Całość brzmi jak solidny death metal osadzony elegancko w XXI wieku. Produkcja raczej nie pozostawia nic do życzenia i można się cieszyć z mocnego, selektywnego brzmienia.
W kwestii kompozycyjnej jest już nieco gorzej, a w zasadzie to nawet kiepsko. Już przed odpaleniem CD w odtwarzaczu wiedziałem co mnie czeka, chociaż liczyłem po cichu na jakąś niespodziankę i miłe rozczarowanie. Jednak szybko mi to przeszło bo muzyka Vomitory jest dokładnie taka do jakiej nas zespół przyzwyczaił. Siermiężne riffy przeplatają się z blastami a kapela czasem zwalnia tempo miażdżąc ciężarem, potem znów przyspiesza i tak w kółko. Galopująca sekcja rytmiczna goni wioślarzy, a gdzie niegdzie idzie nawet usłyszeć jakąś krótką solówkę, która raczej wirtuozerią i pomysłowością nie zaskakuje. Ogólnie muzycy najlepiej się czują w estetyce typowej szkoły death metalu bez zbędnych dodatków, choć wujkowi Bloodbath i cioci Hate Eternal chyba nie dorównują.
W podsumowaniu można skwitować ten album jako solidny, dobrze zagrany i wyprodukowany, tradycyjny death metal do którego Skandynawowie przekonują słuchaczy od lat. Album nie wnosi zupełnie nic nowego, zero rewolucji i polotu, zero cukierkownia – ma być surowo i bezpośrednio i tak też jest. Płytki miło się słucha podczas np. sprzątania pokoju czy robienia porządków. Na odtwarzacz do tramwaju może się znudzić po 3 numerach. Pomimo monotonni kompozycyjnej płyta nie męczy, a fani będą pewnie zachwyceni i uradowani. Dobrej klasy rzemieślnictwo.
Tracklista: