Wydana dokładnie dekadę temu płyta "
Adore" pokazała zupełnie inne oblicze zespołu. Przede wszystkim muzycy postawili na łagodne dźwięki, tworzące nieco intymną i kameralną atmosferę. Mamy tu trochę elektroniki, sporo elementów akustycznych, a mniej ciężkich gitar i żywiołowych rytmów. Rzeczywiście płyta raczej jest utrzymana w średnim, a momentami nawet w wolnym tempie dobrze oddając uczucie miłości i tęsknoty. Wyróżniającymi się utworami są tu "Ava
Adore" oraz "Perfect", które zarazem sa najbardziej chwytliwymi numerami.
Są jednak także negatywne konsekwencje zmiany estetyki. Na płytę trafiło aż 17 kawałków, co jest zdecydowanie za dużą liczbą. Niestety płyta w pewnym momencie zaczyna męczyć, tym bardziej, że utrzymana jest w dość jednostajnym tempie, a utwory prezentują podobny styl. Zabrakło tu także przebojowości poprzedniczek. Niby jest bardziej emocjonalnie, ale po przesłuchaniu wszystko gdzieś ulatuje.
"
Adore" jest płytą intrygującą, ale przeznaczoną raczej do wąskiego grona odbiorców. Płyta wzbudza sporo kontrowersji, a wszystkie jej atutu mogą być wadami i na odwrót. Osobiście uważam, że zabrakło tu urozmaicenia, przez co też płyta cierpi najbardziej. Można tego posłuchać, choć raczej zachęcał bym bardziej do sięgnięcia po "Mellon Collie And The Infinite Sadness".
Tracklista:
01. To Sheila
02. Ava
Adore03. Perfect
04. Daphne Descends
05. Once Upon A Time
06. Tear
07. Crestfallen
08. Appels + Oranjes
09. Pug
10. The Tale Of Dusty And Pistol Pete
11. Annie-Dog
12. Shame
13. Behold! The Night Mare
14. For Martha
15. Blank Page
16. 17
Wydawca: Virgin Records (1998)