"Arise" to ogromny krok naprzód w porównaniu do poprzedniczki. Dalej jest to death metal z thrashową werwą, ale zagrany jest ... inaczej.
Sepultura postanowiła się nie bawić w eksponowanie umiejętności, tworzenie muzyki ambitnej i wysmakowanej - dostaliśmy bezpośrednie, czadowe granie, które kopie po mordzie tak jak powinno. Usłyszymy tu całą masę rozbujanych, rytmicznych riffów, przyzwoite solówki, czytelny i strawny growling Maxa Cavalery i niesamowicie chwytliwe przejścia perkusyjne jego brata. Takie utwory jak "Dead Embryonic Cells", "Arise" czy "Altered State" są po dziś dzień jednym z bardziej wyczekiwanych na koncertach.
Owszem, można zarzucić zespołowi pewną mainstreamowość, tworzenie death metalu dla mas, ale trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach to właśnie
Sepultura grała najbardziej czadowy i chwytliwy death metal. Może z perspektywy czasu człowiek nabiera trochę innego spojrzenia na ten album - w końcu gatunek się rozwija i pewno, gdyby teraz ukazało się "Arise" to furory by nie zrobiło. Ważne jest jednak to, że albumu słucha się dobrze, a nie każda płyta musi być ucztą dla duszy. A taka mała retrospekcja przy kawie czy piwku też jest potrzebna.
Wydawca: Roadrunner Records (1991)