"Unleash The Beast" jest dowodem na to, że
Saxon się odrodził niczym Feniks z popiołów. Z pozoru dostaliśmy zwyczajny
heavy metal jakich wiele - niezbyt wyszukane struktury, wpadające w ucho melodie, dobre solówki, charakterystyczny wokal… z pozoru, gdyż tak naprawdę ci Angole mają smykałkę do pisania hiciorów. W zasadzie żaden z utworów na tym krążku nie jest do siebie podobny, nie mamy nadętego, patetycznego grania, nie mamy banalnych melodii. "Unleash The Beast" to dynamit, muzyka tak energetyczna, że porywa słuchacza od razu. Po krótkim, mrocznym nitro mamy zadziorny utwór tytułowy z kapitalną solówką. Kolejny "Terminal Velocity" to koncertowy szlagier, kawałek z takim wykopem, że aż się prosi o szaleństwo. "Walk Into The Circle Of Light" wchodzi jak woda, ale perełką jest "Thin Red Line" z lekko podniosłym refrenem i przecudnie pulsującą gitarą. Kolejne utwory, może już nie są tak porywające, ale trzymają wysoki poziom. W efekcie dostajemy całą masę dobrych, inspirowanych hard rockiem riffów, mnóstwo pysznych solówek i no ten jedyny w swoim rodzaju wokal Bifforda, moim zdaniem jednego z lepszych wokalistów metalowych.
Okazuje się, że rutyniarstwo to zacna cecha. W dobie obecnej, gdy tak niewiele zespołów potrafi stworzyć dobry, świeży
heavy metal,
Saxon jawi się jako zbawiciel, który wyznacza pewien standard. Muzycy dobrze wiedzą, że nie muszą niczego udowadniać i grają to co lubią i potrafią najlepiej. Ogromnie cieszy powrót do wysokiej formy, oraz udowodnienie, że w tym gatunku może jeszcze powiać bryza świeżości.
Wydawca: International Records (1997)