Pięć utworów i dokładnie 44 minuty i 44 sekundy - dzieło przypadku czy zabieg celowy? Nie wiem i nie planuję wnikać. Wiem tylko tyle, że tym razem głównym źródłem inspiracji tego kwartetu był nie kto inny tylko Dream Theater. "
Anno Domini High Definition" (zapewne skrót ADHD też nie jest przypadkowy) prezentuje nowe wcielenie Riveside - zespołu posiadającego bardzo dobry warsztat instrumentalny i potrafiącego sprowadzić progmetal do dynamicznych, zaawansowanych instrumentalnie kawałków. Nie da się ukryć, że dostaliśmy najcięższy, najbardziej techniczny i dynamiczny materiał tej formacji.
W tym momencie powinienem piać z zachwytu, gdyż taki progmetal lubię - pokazujący świetny warsztat, a zarazem nieprzekombinowany, wyważony kompozycyjnie. Niby wszystkiego jest tutaj dużo, niby zespół gra intensywnie, ale wszystko zostało zgrabnie pozaszywane, a poszczególne partie się wybornie uzupełniają. Szczególne słowa uznania należą się za umiejętne wkomponowanie klawiszy, które z jednej strony osaczają słuchacza, a z drugiej nigdy nie starają się być instrumentem pierwszoplanowym.
Piać z zachwytu jednak nie będę, a mam ku temu dwa powody. Dawno już bowiem nie słyszałem tak wyrachowanego, wykalkulowanego albumu, w którym kompozytorska finezja została podporządkowana zsynchronizowaniu popisów czwórki muzyków. Niestety - panom z
Riverside jeszcze trochę brakuje do umiejętności instrumentalnych Portnoya & Co., a i Meshuggah potrafi stworzyć piękniejszą bestię o stalowym serduszku. To co wynika z wyrachowania "ADHD" to niestety totalny brak charakteru w tych utworach. Cały album jest bardzo równy, ale nawet mój fawory "Egoist Hedonist" nie wytrzymuje porównań z najlepszymi utworami z poprzednich wydawnictw.
Za sprawą "ADHD"
Riverside zabiło najważniejszy swój atut - klimat. Tutaj go zwyczajnie nie ma. Mam wrażenie, że ten materiał został "utechniczniony' na siłę i nie doszukałem się w tym krzty fantazji. Również melodie nie należą do najbardziej chwytliwych, co tym bardziej czyni to wydawnictwo mniej interesującym. Prawdę mówiąc z każdym kolejnym odsłuchem towarzyszy mi mniejszy entuzjazm, a to chyba nie jest cecha dobrego albumu.
Mam świadomość tego, że muzycy spędzili wiele czasu i włożyli w to wydawnictwo dużo pracy. Szkoda tylko, że ten trud został przelany na słuchacza, bo moje rozczarowanie systematycznie rośnie.
Tracklista:
01. Hyperactive
02. Driven To Destruction
03. Egoist Hedonist
04. Left Out
05. Hybrid Times
Wydawca: Mystic Productions (2009)