Generalnie "Embrace The Mutation" to osiem deathmetalowych numerów. Jest jednak mnóstwo elementów które wyróżniają ten zespół spośród innych. Sama deathmetalowa konstrukcja przypomina mi krzyżówkę Morbid Angel z czasów "Covenant", Gorguts, Immolation oraz odrobinę Suffocation - mamy głęboki growling, riffy żywcem wyjęte z morbidaniołków oraz zwolnienia kojarzące się z brutalnym, amerykańskim death metalem. To tyle schematu.
A teraz konkrety.
Psypheria nie gra tak szybko, ciężko i brutalnie jak wspomniane wcześniej kapele. Utwory mają bardzo dziwną konstrukcję, gdyż muzyka "nie płynie", motywy raczej nie wypływają jeden z drugiego - od tej strony skojarzenie z "Covenantem" Morbid Angel są bardzo słuszne. Kolejnym wyróżnikiem są solówki - bardzo techniczne, płynne, gęste, często podbarwiane neoklasyką. Brzmienie płyty także do typowych nie należy, gdyż jest odrobinę płytkie. Ponownie skojarzenie idą w kierunku wspomnianego "Covenant" z tą różnicą, że gitary są bez pogłosu, werbla prawie w ogóle nie słychać natomiast talerze są mocno wyeksponowane. Klawisze stanowią jedynie tło, ale za to jakie!
Co zaś się tyczy kompozycji, to znajdziemy tam sporo elementów i schematów typowych dla progmetalu i technicznego death metalu. Co więcej - utwory są bardzo zdysonansowane, udziwnione i wykręcone – tutaj skojarzenia z Immolation i Gorguts są jak najbardziej na miejscu.
Płytę rozpoczyna "Flesh Must Burn" z "piłujacym" riffem. Tempa rodem z Immolation, a w tle klawisze wygrywają z pozoru przypadkowe dźwięki, aby po chwili zaskoczyć schizującą melodyjką na tle której rozbrzmiewają piękne solówki gitary. W środku utworu dostajemy świetne, miażdżące zwolnienie, które przeradza się prawie progmetalową pogoń z priorytetową rolą klawiszy. "Cathartic Degeneration" rozpoczyna się przepiknym neoklasyczym wstępem - najpierw gitara, a potem klawisze... Potem utwór przybiera na prędkości, mamy kolejne świetne solo. Końcówka utworu to dominacja mroczych i niepokojących dźwięków Livingstone'a, które mogłyby być soundtrackiem do koszmaru. "Shatter Of Worlds" jest trochę bardziej deathmetalowy - gdyby nie wokal kojarzący się z Rossem Dolanem, to skojarzenie z Morbid Angel nie jest bezpodstawne - furiatyczne riffy, podobne rozwiązania aranżacyjne. Klawisze stanowią tutaj trochę mniej ważną rolę. Końcówka jest wolna, patetyczna, miażdżaca, wokal ma pogłos, a schuldinerowa solówka rozbrzmiewa nad casłością. "Taste The Dead" rozpoczyna się progmetalową gonitwą instrumentów, aby po chwili przejść z deathowe granie raz po raz przeplatane zwolnieniami i udziwnionymi klawiszami. Utwór ten jest bardziej rozbudowany w konstrukcji, dużo się w nim dzieje, jest dużo urozmaiceń i ciekawych rozwiązań aranżacyjnych ze świetną solówką na czele. "Systematic Confrontation" rozpoczyna się niczym bardziej techniczna wersja "Reluctant Messiah" Immolation. Preradza się w to przepiękną delikatną melodią okraszoną neoklasyczną solówką, aby po chwili przejść w totalnie zdysonansowaną partię klawiszy, a potem w schizujące, duszne deathowe granie z akompaniamentem infantylnie brzmiących klawiszy - cudeńko po prostu ! Momentami Livingstone zahacza o schizo-jazz, ale stanowi on jedynie tło dla deathmetalowego grania. Moim zdaniem jest to najlepszy utwór na płycie - świetny w każdym calu. "Insensate" rozpoczyna się dosyć dziwacznie -brzmienie klawiszy znane z płytki Dragonlorda rozbrzmiewa nad zbasowanym brzmieniem gitar. Potem dostajemy między oczy zupełnie zaimprowizowaną partią klawiszy. Generalnie ten utwór jest bardzo dziwny, jakby każdy grął sam dla siebie - tutaj kojarzy mi się Gorguts. W dalszej części utwór staje się trochę bardziej poukładany, pojawia się akustyczna partia podrasowana ciepłymi klawiszami i neoklasyczną solówką. Końcówka to już jednak prawdziwa deathmetalowa jazda. "Digital Black" rozpoczyna się mrocznie, powoli i riff żywcem wyjęty z Immolation - wolny, wykręcony i jedynie klawisze powodują, że wiemy, że nie jest to zespół Rossa Dolana. W środku pojawia się progmetalowa pogoń pełna technicznych fajerwerków i wygłupów. Świetnie skonstruowany numer. "Labirynth Of Suffering" rozpoczyna się kolejnym fajerwerkiem gitarowym, który szybko przeradza się w deathmetalowe granie pełne ozdobników gitarowych i mrocznych akordów Livingstone'a. Do tego dochodzą pyszne solówki dalekie od banału.
Pomimo pewnych niedoskonałości i zapożyczeń jest to moim zdaniem jeden z najciekawszych i najlepszych krążków w gatunku , świetny kompozycyjnie, bardzo dobry technicznie i przede wszystkim świeży i odkrywczy. Warto poszperać aby poznać ten krążek.
Wydawca: Heretic Sound Records (2002)