Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Opera IX - The Black Opera: Symphoniae Mysteriorum In Laudem Tenebrarum

Opera IX, The Dark Opera: Symphoniae Mysteriorum In Lauden Tenebrarum, gothic, melodic black metal, Bauhaus, Cadaveria

Trzecia płyta Opera IX „The Dark Opera: Symphoniae Mysteriorum In Lauden Tenebrarum” intryguje już samym swoim długim tytułem. Ma być mrocznie, symfonicznie, mistycznie i ku chwale ciemności. No i trzeba przyznać, że jest, co gwarantuje ich gotycki melodic black metal. Zaszywamy się więc w nieprzeniknione lasy, aby odwiedzić sześć wież i odnaleźć sześć pieczęci. Ukażą nam one oblicze boga, który siedzi na wielkim czarnym tronie…

Cała płyta jest jedną opowieścią podzieloną na sześć aktów. Szkoda tylko, że odczytanie ich jest zupełnie niemożliwe ze względu na mikroskopijną czcionkę, w dodatku w kolorze żółtym i literami pisanymi. Naprawdę wyjątkowy idiotyzm. Mowa jest o kasecie Mystic Productions, pewnie na płytach zostało to rozwiązane inaczej, a takie wydania ukazały się trzy już w pierwszym roku, we Włoszech, Anglii i Stanach Zjednoczonych.

Jak już wspomniałem muzyka jest na gotycką nutę, ma w sobie dużo tajemniczości, ale w zdecydowanej przewadze jest mocna i zadziorna. Powodują to ostre gitarowe riffy oraz drapieżny wokal Cadaverii. Jej zachrypnięty głos jest przeraźliwy, dosadny i potrafi nie tylko nadać klimatycznej atmosfery, ale i zadbać o odpowiednią siłę przekazu. Wydaje jednak z siebie nie tylko te skrzekliwe partie, ale w wybranych momentach także śpiewa czystszym głosem oraz deklamuje. Wokal idzie wraz z treścią muzyczną i tekstową dostosowując się do sytuacji i przybierając pasujące w danej chwili barwy i natężenia. Utwory są długie, rozbudowane i mają sporo tekstów. W tym wszystkim odnajduje się wokalistka, która umiejętnie dysponuje swoim głosem i wywiera wrażenie, zostając w pamięci z niektórymi swoimi kwestiami.

Na tej samej zasadzie funkcjonuje tu muzyka. Do ciętych riffów dołączają się upiększające klawisze i szatkująca perkusja. Razem daje to obraz barwny, bogaty w elementy i skory do zmienności. Nie wszystko jest szybkie, nie wszystko chrypliwe. Są fragmenty spokojniejsze, bardziej nastrojowe, jak w najdłuższym „Act IV: Congressus Cum Daemone”, jest cały teatralno-symfoniczny „Act V: The Magic Temple” z deklamacjami w języku włoskim. Płyta daje dużo atrakcji, choć wcale jakoś specjalnie nie błyszczy. Można powiedzieć, że pozostaje w takim cieniu, bo po prostu chce tam pozostać i funkcjonować sobie bez rozgłosu.

W szóstym akcie stajemy twarzą w twarz i mocujemy się z owym strasznym bóstwem wysyłając je z powrotem tam skąd przyszło. To jednak nie koniec, bo na deser jest jeszcze cover Bauhaus „Bela Lugosi's Dead”, który pozostaje w klimacie, choć odstaje nieco stylistycznie.

Tracklista:

1. Act I: The First Seal
2. Act II: Beyond The Black Diamond Gates
3. Act III: Carnal Delight In The Vortex Of Evil
4. Act IV: Congressus Cum Daemone
5. Act V: The Magic Temple
6. Act VI: The Sixth Seal Preludium - Lucifer, Aieth Gadol Leolam
7. Bela Lugosi's Dead (Bauhaus cover)

Wydawca: Avantgarde Music (2000)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły