O czym będzie niniejsza recenzja? Może tym razem trochę o przeszłości, o czasach w których nazwa
Obituary coś znaczyła, siała postrach, przyprawiała o ciarki na plecach, a na ich płytach było piekło. Pamiętacie? Bo ja nad wyraz dobrze. Ile to już lat minęło od "Cause Of Death"? Prawie dwadzieścia lat długiego oczekiwania na godnego następcę, na płytę, która powali, zmiażdży, zgniecie. A co w zamian dostaję? Groove metalowe wariacje na temat ciężkiego grania - naprawdę szkoda gadać. Ostatnie roszady w zespole nie wyszły na dobre - Ralph Santolla nie jest gitarzystą tej samej klasy co James Murphy - ustępuje mu pod każdym względem. Do cholery gdzie się podziała ta gitarowa ściana dźwięku, dynamiczna energiczna sekcja rytmiczna, która raz za razem poniewierała mnie z niezwykłą dokładnością i precyzją. Pamiętacie?
Z tą płytą jest trochę tak jak ze słynnym skeczem kabaretu Tey, w którym to Bogdan Smoleń wcielił się w klienta sklepu, zaś Zenon Laskowik w sprzedawcę. Po kilku minutach konwersacji, w której to Smoleń dokładnie wypytuje o asortyment sklepu i raz za razem słyszy: "nie ma, nie ma". Po pięćdziesięciu minutach spędzonych z "
Darkest Day" poczułem się jak ten biedny klient sklepu.
Tracklista:
01. List Of Dead
02. Blood To Give
03. Lost
04. Outside My Head
05. Payback
06. Your
Darkest Day07. This Life
08. See Me Now
09. Fields Of Pain
10. Violent Dreams
11. Truth Be Told
12. Forces Realign
13. Left To Die
Wydawca: Candlelight (2009)