Na tym
wydawnictwie zespół podąża obranym wcześniej stylem, z tą różnicą, że
coraz więćej słychać wpływó Dimmu Borgir a mnie Tiamat. W porównaniu do "Vale" tempa wydają się być żywsze, riffy bardziej dynamiczne, a rola
klawiszy wysunięta na pierwszy plan. Bardzo często słuchając tego
odnoszę wrażenie jakbym słuchał czegoś pomiędzy "Stormblast" a "Enthrone Darkness Triumphant” z dodatkiem klimatów znanych z "Wildhoney".
Album brzmi bardzo symfonicznie,
dostojnie, wyzbyty jest ekstremalności pomimo obecności formy wokalnej
typowej dla gatunku.
Mental Home nie potrafi jednak stworzyć tak
dobrych melodii jak Dimmu Borgir, kapela porusza się w ramach pewnego
schematu, w którym instrumenty inne niż klawisze mają niewiele do
zaoferowania. Momentami usłyszymy jakiś ciekawy riff czy bas wysunięty
na pierwszy plan, ale jest tego niewiele.
"Black Art" choć jest albumem niezłym, to po raz wtóry pokazuje, że zespół za
bardzo stara się wzorować na kimś innym. Rosjanom tym razem zabrakło
własnej wizji muzyki, będąc zwyczajną kopią zespołów, które
wykorzystały swoje atuty. Nie jest więc to tym bardziej krążek, który
uczyniłby z
Mental Home czołowego reprezentanta gatunku.
Wydawca: The End Records (1999)