Gdy ukazał się "
Grand Declaration Of War" zapanowało ogólnośrodowiskowe rozczarowanie. To nie był ten sam
Mayhem znany z kultowego debiutu. Ktoś, kto oczekiwał podszytych szatanem dźwięków, opętańczego klimatu, to srodze mógł się rozczarować. Omawiane wydawnictwo to koncept-album, będący manifestem wojennym. Ektremalne tempa są jedynie mały elementem całości - dominują tempa marszowe. Od pierwszych dźwięków rzuca się w uszy mechaniczność, wykalkulowanie, by nie powiedzieć rzemieślnictwo. Nawet brzmienie jest odrobinę płaskie i triggerowane. Ów manifest poraża swoją bezdusznością i hipnotycznym charakterem.
Co by jednak nie mówić, materiał jako całość, choć może pozbawiony dramaturgii, to jest spójny, a utwory są dobrze napisane. Zwraca uwagę także warsztat techniczny muzyków - znajdziemy tutaj trochę progresywnych łamańców, jest kilka nawiązań do death metalu, zwłaszcza w pracy gitar, no i jest osoba Hellhammera, który prezentuje tutaj naprawdę wyrafinowane granie. Maniac choć nie jest także ekspresyjnym wokalistą jak Attila, to świetnie wpasowuje się w konwencję kawałków.
Pomimo, bardzo ambitnego zamysłu znalazło się jednak kilka rzeczy, które mniej mi się podobają. Pierwszą z nich jest obecność czystych, śpiewanych wokali, które w ogóle nie pasują do obranej estetyki. Kolejną rzeczą są utwory "To Daimonion part II i III", które są zwyczajną ciszą - zupełnie niepotrzebny zabieg, wybijający słuchacza z rytmu. Największym jednak felerem, jest owa bezduszność, która na dłuższa metę powoduje, że zaczyna być nudno. Muzyka pozbawiona dramaturgii traci na wartości.
"
Grand Declaration Of War" to bardzo ambitny i eksperymentalny i moim zdaniem udany album nie ważne czy komuś podoba się obrany przez zespół kierunek, czy też nie. Oczywiście, nie ma mowy o tym, aby ta płyta została klasykiem, ale chłodnym okiem trzeba powiedzieć, że od strony instrumentalnej prezentuje o wiele większe wyrafinowanie niż debiut. Problem tego wydawnictwa leży w tym, że nie był on tym, czego ludzie oczekiwali. A szkoda, bo w efekcie ten CD odejdzie do lamusa w zapomnienie.
Wydawca: Season Of Mist Records (2000)