Przypomnijmy, dziennikarze i krytycy muzyczni dość nieprzychylnie wypowiadali się na temat nagrania "
Running to the Edge of the World" i szczerze wątpili w wybór kompozycji na drugiego singla:
- blog
Metal Hammer: "w utworze dominuje akustyczna gitara, z początku wszystko brzmi jak jakiś solowy Bon Jovi z lat 90-tych. Potem pojawiają się lekko trzeszczące pstrykająco-piszczące elektroniczne beaty i wiesz, że właśnie nadchodzi nieprzyjemne zestawienie. Manson wchodzi ze smętnym, niemal melancholijnym wokalem śpiewając o palących się domach. Pojawiają się smyki i kompozycja snuje się bez konkretnie zaakcentowanego wokalu, przez co przypomina "Love Is All Around" Wet Wet Wet. Pomysłowa gra słów Mansona była zazwyczaj jednym z najbardziej poruszających i zapadających w pamięć elementów, ale niestety tu wydaje się trochę wypalona. Ciekawe splecenie ze sobą zwrotki i refrenu nie wystarczy by uratować ten utwór od monotonii, zwłaszcza, że ten ponad 6-minutowy kawałek oferuje zbyt mało jak na tak długi czas trwania".
- recenzent Thrash Hits Hugh Platt skrytykował "
Running to the Edge of the World" nazywając go "ubogim krewnym "The Speed of Pain" [utwór z "Mechanical Animals, przyp. aut.]
John Robb z Quietus opisał go jako: "niezłą rockową balladę ale... ze sczerniałym i zwęglonym rdzeniem".
- w swojej recenzji dla All Music, Phil Freeman wyraźnie okazał swoją niechęć do albumu m.in. porównując "
Running to the Edge of the World" z twórczością Davida Bowiego... niekoniecznie na plus dla tego drugiego: "groteskowa epic/ballada w stylu Bowiego, która może i mogłaby byś uznana za wielką gdyby była o te dwie, trzy minuty krótsza".