Wybór padł na Warszawę. Po ukończeniu drogi krzyżowej do Progresji
gdzie bociany zawracają można było w końcu dostać się pod scenę. Pół
godziny przed koncertem ludzi było już całkiem sporo. Na koncert
wybrało się na oko jakieś pięćset osób, więc nie było aż takiego
tłoku. Stoisko z pamiątkami już było ustawione - ceny jak zwykle
kosmiczne. Kupując koszulkę, misia czy coś w tym stylu można było
wygrać możliwość zobaczenia muzyków z bliska i pogadania z nimi (np. o
pogodzie).
Pozostało, więc zająć strategiczne miejsce pod sceną na środku, której
stał sporej wielkości silnie intrygujący telewizor. Punktualnie jak w
szwajcarskim zegarku rozpoczął się koncert - tradycyjnie
charakterystycznym motywem Lacrimosy. Telewizor przestał intrygować za
to zaczął pokazywać twarz Tilo, który odśpiewał na nim "Die
Sehnsucht In Mir" z najnowszej płyty. Przyznaję, że początkowo do "
Sehnsucht"
miałem dość chłodny stosunek i uważałem płytę za najsłabszą w
dokonaniach zespołu. Zmieniło się to właśnie po usłyszeniu piosnek na
żywo na koncercie. Potem pojawił się jeden z moich bardziej ulubionych
utworów "Alleine Zu Zweit" z "Elodii" - utwór pełny energii. Tilo w
refrenie "Tanz Mit Mir" sprawił, że publiczność się w końcu rozruszała.
Potem pojawił się "Schakal" z tytułowej płyty - stonowany początkowo i
bardzo energetyzujący pod koniec.
Przyszedł czas na kolejne utwory z nowej płyty - "A Prayer For Your
Heart" odśpiewany przez Anne jak to najczęściej bywa w języku
angielskim oraz "Mandira Nabula" kolejny utwór z „rosyjskimi” akcentami
na nowej płycie. Dalej w podobnym żwawym tempie tytułowy utwór z "Alles
Luge" i kolejny rosyjski utwór z nowej płyty "I Lost My Star In
Krasnodar" oraz "Letzte Ausfahrt: Leben" z "Lichtgestalt". Następnie na wokalu pojawiła się znów Anne i zaśpiewała "Senses" z "Fassade" a Tilo znów powrócił z "Der Morgen Danah". Tym razem
wtórowała mu publiczność. Dalej tytułowy utwór z "Lichtgestalt" i znów
piosenka z nowej płyty - tym razem "Koma" od której rozpoczęła się
historia nowego albumu. Po "Komie" Tilo znów odpoczywał a na scenie Annie odśpiewała ckliwe "Not
Every Pain Hurts" i znów Tilo w "Copycat" z "Inferno". Na sam koniec
wokalista odśpiewał "Stolzes Herz" - niestety jedyny utworek ze "Stille".
Nie był to jednak definitywny koniec koncertu. Zagadką pozostawało
tylko na ile bisów uda się muzyków wyciągnąć. Poszło całkiem nieźle, bo
bisy były aż dwa. Na pierwszym zespół zagrał "Ich Bin Der Brennende
Komet", "Make it End" ze "Stille" a zakończyli przy "Ich Verlasse Heut
Dein Herz". Potem rozległ się drugi bis i poleciały dwa utwory z
najnowszej płyty: "Feuer" oraz "A.U.S".
Po koncercie teoretycznie odbyło się afterparty w wykonaniu ekipy +TOG,
ale jakoś rozeszło się jak zwykle w Progresji po kościach. W tym czasie
też szczęśliwcy mogli wejść i porozmawiać z zespołem za kulisami.
Koncert był świetnie nagłośniony a zarówno Tilo jak i Anne mieli
świetny kontakt z publiką. Mógłbym tu zacząć wymyślać, czego mi
zabrakło na koncercie, ale byłbym w stanie chyba wymienić tylko utwory,
które chciałbym żeby zaśpiewali. Set był jednak na tyle zróżnicowany,
że chyba żaden fan Lacrimosy nie wyszedł z koncertu rozczarowany.