Zacznę chyba od tego, że ten album mógłby być wielkim, bo posiada wiele znamion mogących na to wskazywać. Niestety większość z tych rzeczy została zwyczajnie nieprzemyślana.
Rozpoczynając od tych pozytywnych aspektów to przede wszystkim płyta ma naprawdę potężne brzmienie. Każdy instrument to soczysty owoc. Na muzyka unosi się aura symfoniczności i dostojeństwa tych brzmień by nie powiedzieć rozmachu. I tu zaczynają się schody.
"
Opus Magnum" jest zdecydowanie przedobrzony jeśli chodzi o element symfoniczny. Ten przepych jest tu tak ogromny, że w pewnym momencie zaczyna się to robić niesmaczne. Prawdziwie niesmaczne jest jednak to, że brzmienie instrumentów jest tak dobre i krystaliczne, że zabija w muzyce naturalność.
Hollenthon brzmi tu zdecydowanie za bardzo nowocześnie - coś jak Moonspell na "Night Eternal”. I tutaj jest kolejny problem
Hollenthon nagrał materiał, który jest wypadkową Therion, nowszego Moonspell i nowszego Septic Flesh i szkoda tylko, że absolutnie zabrakło tu własnej tożsamości.
Jak więc ustosunkować się do "
Opus Magnum"? Z jednej strony dostaliśmy rzemieślniczo wyprodukowany album z dobrze napisanymi utworami. Z drugiej strony mamy do czynienia z albumem, który nie określa stylu zespołu oraz jego tożsamości i bazuje na pomysłach wymyślonych przez innych. Na pewno wiec to nie jest wydawnictwo ani kreatywne, ani oryginalne. Każdy więc niech sam sobie odpowie na pytanie dotyczące jakości "
Opus Magnum", ale dla mnie to zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Tracklista:
01. On The Wings Of A Dove
02. To Fabled Lands
03. Son Of Perdition
04. Ars Moriendi
05. Once We Were Kings
06. Of Splendid Worlds
07. Dying Embers
08. Misterium Babel
Wydawca: Napalm Records (2008)