Na wydarzenie wpadłem nie
wcześniej jak o godzinie 21:30, kiedy to na scenie
Wagonu rozkładał się
support -
ambientowy [haven]. Panów nie słyszałem nigdy wcześniej, lecz
wrażenie zrobili na mnie całkiem przystępne. Zdania jednak swego nie
zmienię, iż taka muza na imprezy po prostu się nie nadaje. Po około
półgodzinnym ich występie miałem już jednak zdecydowanie dosyć
ambientowych dzwięków, tym bardziej że koniec setu był zdecydowanie
za bardzo eksperymentalny.
Po rodzimej formacji na scenie
zaczęli instalować się słowaccy lateksiarze czyli
Hieros Gamos.
Członkinie formacji można było już wcześniej spotkać krążące po klubie
i jedno przyznać im trzeba - potrafią się wyróżnić nawet w "klimatycznym" tłumie. Wygląd jednak to jedno a muzyka to drugie takoż
przejdę do samego występu. Od samego początku odniosłem wrażenie, że
niepotrzebnym było tworzyć im nowy projekt. Albo jestem już totalnie
głuchy, albo muza jaką wykonywali mogłaby spokojnie znaleźć się na
kolejnej płycie Lahki. Jedyne co tak naprawdę zwracało uwagę, to aktorka
przebrana w ultra fetish ubranko przypominające skrzyżowanie catwoman z
batmanem oraz elementami kucyka.
Ogólnie cała kapela do zbyt ruchliwych
nie należy, jedyną osobą naprawdę poruszającą się okazała się
wokalistka, która poza falowaniem przy statywie mikrofonu ewentualnie
wprawiała w ruch, a raczej zmieniała pozycje, swoją aktorkę-manekina.
Udało się jej to zrobić całe 4 czy 5 razy podczas całego czasu
programowego. Reszta kapeli po prostu stała jak wryta w cybergoglach
przy swoich elektronicznych sprzętach. Numer leciał za numerem, a
materiał był tak cholernie jednolity, że nie kłóciłbym się z nikim kto
wkręcałby mi że wykonali podczas około godzinnego występu jeden długi
utwór. Licznie przybyła publiczność punktowo pobujała się do tej
dziwacznej sztuki teatralnej
i… chyba tyle. Brawa jakieś były, lecz mam wątpliwości co do ich
jakości więc występ udał się raczej średnio.
Co innego z
taneczną częścią, która nastąpiła niedługo po Live Akcie. Fallena i
Fausta raczej przedstawiać nikomu nie trzeba. To, jakimi dobrymi są
grajkami, doświadczył chyba każdy kto miał okazję bawić się do ich
setów. Na parkiecie było dosyć ciasno, tańcowały nawet nasze drogie
panie z
Hieros Gamos, które to po praktycznie godzinnym braku ruchu na
scenie teraz skutecznie wyładowywały swoją energię na dancefloorze.
Starych jak i nowych hitów nie brakowało. Niestety nie brakowało także
nieprzyjemnych sytuacji w stylu krótkiej potyczki uczestnika imprezy
ze świeżo przybyłym dresem oraz zdrowo naćpanego ziomalskiego
towarzystwa, które przybyło już wcześniej do klubu, a dopiero potem po
załapaniu fazy gdzieś od północy rozwalało zabawę.
Sugerowałbym
organizatorom na przyszłość zadbać o choćby delikatną ochronę klubu lub o lekką selekcję choćby na podstawie dress-code.
Ograniczyłoby to z pewnością przybywanie "elementów". W końcu wszyscy
chcą bawić się bezpiecznie…