Przesłuchałem ten krążek kilkakrotnie i rzeczywiście trzeba powiedzieć, że
Division By Zero można uznać za objawienie na rodzimej scenie, ale jednak nie wychwalałbym tego albumu pod niebiosa. Wiele recenzji wspomina podobieństwa do Opeth - ja widzę tylko taką, że mamy tutaj growling, ale brzmiący inaczej niż growling Akerfeldta. Muzyka zespołu zdecydowanie jest bliższa dokonaniom Riverside z okresu debiutu - tyle, że tutaj jest agresywniej, jest mniej klawiszy i jest trochę więcej łamańców w stylu Dream Theater. Nawet wokalista, choć ma inną barwę (bardziej w stylu Disillusion) to manierę przypomina Dudę. Jeśli chodzi o poziom techniczny, to jest on dosyć wysoki, ale czegoś specjalnie wybitnego tutaj nie ma. Krążek ma bardzo fajne brzmienie, lekko surowe, ze schowanymi gitarami i wysuniętą perkusją. Ogromnym atutem krążka są melodie - raczej smutne i posępne, a mimo to wpadające w ucho. Zespół potrafi budować nastrój, choć nie ukrywam, że Riverside robi to lepiej.
"
Tyranny Of Therapy" to bardzo dobry debiut, choć muzyka do najbardziej oryginalnych nie należy, to poziom kompozycji jest bardzo wysoki. Niewątpię, że kolejny album zespołu wywinduje go do nawet do światowej czołówki, ale póki co dostaliśmy bardzo dobry krążek, który świetnie uzupełnia lekki niedosyt po najnowyszym Riverside. Szczerze polecam ten zespół nie tylko fanom Riverside - fani Dream Theater, Anathemy i Opeth także powinni ten zespół polubić.
Wydawca: Insanity (2007)