Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Diuna - The very best of the Golden Hits

stoner, rock, Kyuss, pustynia, piasek, Diuna, Zielony Syn, Triquetra, Cuba de Zoo, The very best of the Golden Hits

Bardzo rzadko zdarzało mi się wyrażać opinie o płytach, których nie miałem na fizycznym nośniku. Jeżeli ktoś zgłaszał się z materiałem do zrecenzowania to jedynym wymogiem było podesłanie materiału zgranego na CD. W przypadku Diuny sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że ani oni nie wystąpili do nas z inicjatywą zrecenzowania materiału, ani ja nie mam go na jakimkolwiek fizycznym nośniku. Co więcej z ostatnich informacji od zespołu wynika, że wydanie „The very best of the Golden Hits” na CD jest dopiero w planie, a z całością materiału można zapoznać się tylko na bandcampie zespołu.

Co więc sprawiło, że odstąpiłem od swoich żelaznych reguł? Otóż czynniki były dwa. Po pierwsze, i najważniejsze, jakość materiału, a po drugie wrażenia jakie Diuna wywarła na mnie podczas poznańskiego koncertu, na którym rozgrzewali publikę przed Belzebongiem. Na scenie wypadli znakomicie. Znając pobieżnie najnowszy materiał zespołu na koncert szedłem z dużymi oczekiwaniami, ale i obawą. Przeżywająca swój renesans muzyka z pogranicza rocka, stonera i noisa przyciąga sporo młodzieży, która umie omamić słuchacza studyjnymi efektami, a na żywo wypada blado. Na szczęście nie tym razem. Wszystko, począwszy od imagu zespołu (a właściwie jego braku), aż po wykonanie porwało mnie na tyle, że wykazałem się sporą jak na swój wiek aktywnością przed sceną i podrygiwałem niczym św. Wit. Na pierwszy plan wybijał się charyzmatyczny wokalista, ale towarzyszący mu instrumentaliści świetnie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Koncert klasa.
Co mamy na „The very best of the Golden Hits”? Ogólnie jest to rock, w którym miesza się stoner, noise, trochę psychodelii z wokalem do którego trzeba się przekonać, bo wstępnie wydaje się nie pasować do samej muzyki. Pierwotnie bardziej kojarzył mi się z nazwami licznych zespołów pseudo rockowych, które były swego czasu mocno promowane w Programie 3 Polskiego Radia, a o których nikt dziś już nie pamięta. Dopiero za którymś razem przyzwyczaiłem się do głosu i maniery wokalnej, która energią i żywiołowością przypomina mi Kubę Podolskiego z Triquetra i Cuba de Zoo po kilku kawach. Właśnie dzięki wokaliście, i polskim tekstom, muzyka Diuny wzrasta ponad przeciętność. Same kompozycje są różnorodne, świetnie sprawdzające się zarówno w domowym zaciszu, jak i podczas koncertów, ale w zalewie stonera jaki do nas dociera pewnie by przepadły, gdyby nie dwa powyżej wspomniane elementy. A tak jest spora szansa, że Diuna stanie się swego rodzaju ciekawostką wśród fanów stonera. Jak już ktoś po album sięgnie to zapewne w niego wsiąknie. Takie hity jak „Śmieć w Czerwcu” czy w szczególności „Zielony Syn” nie pozwolą szybko o sobie zapomnieć. Za mną snują się natrętnie już od kilku dni. Efektu nie psuje nawet momentami niezrozumiała poetyka tekstów, która pasuje idealnie do charakteru muzyki. To i to ma w sobie niezbędną w rocku szczyptę szaleństwa i wibracje, których poszukuję.
Czekam na wydanie „The very best of the Golden Hits” na CD, a pisanie tego tekstu uprzyjemniam sobie właśnie zapętlonym „Zielonym Synem”. Jeżeli więc lubicie stoner na tyle, że nawet wyspani czujecie piasek pod powiekami – polecam.


Ocena: 9/10

Tracklista:
1.Śmieć w Czerwcu
2.Kłamstwa Szatana
3.Uczta
4.Zielony Syn
5.Szron
6.Afekt Bladawy
7.Filozofia Dialogu
8.Telmo Sisso

Wydanie na CD w planie w 2018 roku

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły