Autopsy - po polsku autopsja, czy jak
kto woli sekcja zwłok, pod ta nazwą kryje się amerykańska
formacja deathmetalowa. Podczas niniejszej recenzji, nie pokuszę
się o takowy zabieg, bo pacjent żyje (2008 rok - reaktywacja
zespołu) choć stan jego zdrowia daleki jest od tego co prezentował
na początku lat 90-tych. Tak agresywna muzyka w momencie debiutu
zespołu, który ukazał się w 1989 roku, to było naprawdę
coś! To robiło wrażenie i po dziś dzień wywołuje ciarki na
plecach. Nie ulega jednak wątpliwości, że styl grupy nie był
jeszcze do końca zdefiniowany, ale już wówczas pojawiła się
spora ilość elektryzujących partii gitarowych, mocnych
charakterystycznych refrenów i ostrych brzmień.
Myślę, jednak że dla fanów zespołu drugie wydawnictwo w historii, a więc "Mental Funeral" musiało być szokiem. I to nie koniecznie pozytywnym. Po petardzie jakiej zaserwowali na debiucie "Severed Survival" wszyscy spodziewali się, że zespół pójdzie za ciosem i po raz kolejny uraczy drapieżnymi partiami instrumentalnymi. Tym czasem grupa postanowiła zagrać troszkę inaczej. Rozbudowane struktury, ciekawe aranżacje i sporo średnich, wolnych, a nawet doommetalowych temp - taki właśnie charakter ma ta płyta. Świetnie wypada tutaj perkusista Chris Reiferta, którego gra sprawia, że z pozoru proste i banalne riffy nabierają mocy. Już otwierający płytę - "Twisted Mass Of Burnt Decay" rozwiewa wszelkie wątpliwości - poprzez asymetrie rytmiczną, od czasu do czasu przedziera się sprzęgnięta, wijąca się w bólu gitara, a struny basu, są szarpane niczym cięciwa diabelskiego łuku. Płyta jest dużo lepiej zagrana, niż debiut - gołym okiem widać jak duże postępy poczynili gitarzyści - Eric Cutler i Danny Coralles. Słychać to przede wszystkim w solówkach, są niezwykle melodyjne i bez wahania napiszę - wyrafinowane. Z nagrań takich jak "Slaughterday", "Robbing The Grave" czy "Destined To Fester" bije niespożyta, pierwotna siła, energia i brutalność death metalu.
Osobny punktem programu po tytułem "Mental Funeral" jest jak dla mnie ósma kompozycja na płycie - "Hole In The Head". Sześciominutowy utwór, w którym zespół zawarł wszystko czego po albumie, można by się spodziewać. Wyrazisty perkusyjny wstęp, mocne zdecydowane riffy, by na chwilę owiać słuchacza doommetalową mgiełką. Aura, która zniewala, wyzwala u słuchacza odpowiedni stan ducha. Kolejne gitarowe solo, chwytliwy i łatwo przyswajalny motyw gitarowy i wracamy na właściwy death metalowy tor. Kapitalny utwór. Równie ciekawie wypadają trzy ostatnie kompozycje na płycie - "Bonesaw", "Dark Crusade", a także utwór tytułowy. Pierwsza z nich to krótka - 45 sekundowa miniaturka muzyczna. Szaleńczy pościg perkusji i basu, przyprawiony energetycznym riffem. "Dark Crusade" początek typowy dla Autopsy potężne partie perkusyjne mogą zadziwiać, a nie mniej chore wizje przed słuchaczem roztaczają gitarzyści. Na samym końcu, zespół serwuję nam zaskakujący, liryczny, instrumentalny utwór, który tylko podkreśla nieokiełznany charakter całości.
"Mental Funeral" to swoisty opus magnum
Autopsy - płyta, która powinna wprowadzić zespół
na salony. Dlaczego się jednak tak nie stało? Trudno jest mi w tej
chwili na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Być może to wina
produkcji, która do przystępnych nie należy, bo pod
względem instrumentalnym jest to dzieło wysokiej klasy. Być
może to winna wokaliz - miejscami są przecież tak bardzo podobne
do głosu Chucka Schuldinera. Z drugiej strony idealnie wpisują
się w klimat muzyczny. Doprawdy nie mam pojęcia. Kolejne płyty
zespołu to niestety spadek formy - po dziś dzień "Mental
Funeral" to dla formacji - niedościgniony wzór.
Tracklista: