Album został zatytułowany "
Alice In Hell" i śmiało można o nim powiedzieć, że jest to piekło w krainie bajecznych,
thrashowych dźwięków. Na krążek trafiło 9 kompozycji, z czego osiem (nie licząc otwierającego płytę, akustycznego "Crystal Ann") to kwintesencja
thrashu.
Najdziwniejsze jednak jest to, że
Annihilator choć dość sztywno trzyma się ram gatunku, to nie przypomina swoją muzyką żadnego innego zespołu grającego wówczas. A mamy tu wszystko co w
thrashu najlepsze. Wokal Randy Rampage, który przez lata wydawał mi się zbyt jazgotliwy nagle mnie oczarował - jest zadziorny, ma w sobie brud i niechlujstwo cechujące ten gatunek muzyczny. Nie sposób też przeoczyć niezwykłego talentu lidera zespołu Jeffa Watersa. Sypie on tu riffami z rękawa, że o solówkach już nie wspomnę. Momentami nasuwają mi się skojarzenia z twórczością Kinga Diamonda - mamy tu podobną motorykę i podobny klimat (Waters, podkłada nieco schizujące chórki), ale Kanadyjczycy grają o wiele brutalniej.
Pierwszym, zasadniczym utworem jest "Alison Hell" - z pozoru prostu numer oparty na riffie granym na pustej strunie. ten kawałek jest jednak kwintesencją
thrashu - motoryczny, upiorny, brutalny, ze świetnymi solówkami i rozbudowany pomimo pozornej prostoty. nic więc dziwnego, że stał się największym klasykiem zespołu. "W.T.Y.D." to kolejna porcja
thrashu z genialnymi harmoniami w solówkach. Ten numer ma w sobie odrobinę z niemieckie
thrashu, zwłaszcza w aspekcie rytmicznymi. Do tego ten skandowany refren "Welcome To Your Death ...". "Wicked Mystic" to prawdziwa
thrashowa perła - brutalny, ze świetnym riffem w środku i chyba jeszcze lepsza solówką. Do tego nadzwyczaj wiele tu watersowego szemrania w tle. "Burns Like A Buzzsaw Blade" to bardzo szybki kawałek, który jednocześnie jest chyba najbrutalniejszym. Zadziwiające jest jednak to z jaką precyzją jest on zagrany ... zostawię bez komentarza, bo genialne to dość płytkie słowo. "Word Salad" to jedyny zgrzyt na płycie, w którym jedynym jasnym aspektem są solówki. Tutaj wkradło się trochę niechlujstwa i brak jakiegoś przewodniego, przykuwającego uwagę motywu. "Schizos (Are Never Alone)(Part 1 & 2) to numer instrumentalny, ale utrzymany w
thrashowej konwencji. Co by nie pisać - utwór rozbudowany i świetnie zagrany. "Ligeia" to mój cichy faworyt. Choć nie jest tak chwytliwy jak "Alison Hell" czy "Wicked Mystic" to zdecydowanie dzieje się tu najwięcej. Dostaliśmy prawdziwą kopalnię riffów podrasowaną pysznymi solówkami. Na zakończenie mamy "Human Insecticide", który jest
thrashowÄ… jazdÄ… do przodu - brutalnÄ…, szybkÄ… i technicznÄ….
Na "
Alice In Hell" objawił się ogromny talent Jeffa Watersa - chyba jednego z najlepszych, a zarazem najbardziej niedocenianych gitarzystów sceny metalowej. jako kompozytor potrafił on zamknąć mnóstwo pomysłów w dość krótkim utworze, który jednocześnie byłby chwytliwy i zapadał w pamięć - tutaj
Annihilator ma przewagÄ™ nad
thrashową konkurencją z Bay Area. na zakończenie dodam, że doceniłem ten album po wielu latach. I choć to Metallica i Slayer rozdawali karty w
thrash metalu i to oni są największymi klasykami, to dla mnie
Annihilator za sprawÄ… "
Alice In Hell" stał się najbardziej interesującą formacją reprezentującą ten nurt. I nie powinien dziwić fakt, ze debiut Kanadyjczyków jest najlepiej sprzedającym się debiutanckim albumem ze stajni Roadrunner.
Tracklista:
- Crystal Ann
- Alison Hell
- W.T.Y.D. (Welcome to Your Death)
- Wicked Mystic
- Burns Like a Buzzsaw Blade
- Word Salad
- Schizos (Are Never Alone) (Parts 1 & 2)
- Ligeia
- Human Insecticide
Wydawca: Roadrunner Records (1989)